niedziela, 9 listopada 2014

7. Summer



„A dziś? Dziś, olej wszystko i po prostu się uśmiechaj.”


Ness


-Halo? - W słuchawce usłyszałam gruby głos, który miałam już okazję usłyszeć tylko, że teraz z niewiadomych mi powodów przez mój kręgosłup przebiegł nieidentyfikowany dreszcz. Nie wiedziałam, czy jest to spowodowany tym, iż bałam się znów zacząć randkować czy może tą ekscytacją, że mam okazję zacząć od nowa i znów wszystko ułożyć w spójną całość. Znów planować jak obrać drogę do szczęścia, które mi się należy zupełnie jak każdemu człowiekowi na świecie.
-Masz czas dziś o dwudziestej? - zapytałam pewnym siebie głosem, który tylko utwierdzał mnie w przekonaniu, że byłabym świetnym prawnikiem.
-To zależy… stało się coś? - Był taki podejrzliwy, że aż sama zaczynałam wątpić w możliwości tego człowieka. Nie potrafiłam przyjąć do świadomości, że ten mężczyzna się waha - zawsze był osobą, która na samo słowo ryzyko była w stanie zrobić nawet niewyobrażalnie głupią rzecz.
-Nie. Oczywiście, że nie. Ja po prostu chciałam zapytać czy nie chciałbyś wyjść dziś do klubu ze mną, moim bratem oraz jego dziewczyną, ale jeśli nie chcesz…
-Nie powiedziałem togo, Nessie. - Zachichotał cichutko pod nosem, na co lekko się zdziwiłam. Od kiedy źli chłopcy chichoczą, niczym urocze dziewczyny? Z drugiej strony było to słodkie, że miał jednak jakieś pozytywne uczucia. - Do jakiego klubu idziecie?
-Do Rock of Ages. Spotkamy się na miejscu, nie spóźnij się. - Nie oczekując już na żadną odpowiedź z jego strony rozłączyłam się i odłożyłam komórkę na blat wcześniej upewniając się, która jest godzina. Na ekranie widniały duże białe cyfry informujące mnie, że jest siedemnasta trzydzieści dwa. Z uśmiechem mogłam stwierdzić, że mam jeszcze sporo czasu, aby się wyszykować.
Powolnym krokiem ruszyłam do swojej sypialni, gdzie w garderobie zaczęłam szperać między wieszakami zastanawiając się, co, do cholery mam na siebie założyć? Po dłuższym czasie w końcu zdecydowałam się na czarną dopasowaną sukienkę na ramiączkach, która sięgała mi do połowy ud i buty na obcasie. Z całym zestawem ruszyłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Zrobiłam sobie nico mocniejszy makijaż oraz psiknęłam się perfumem, dopiero potem zaczęłam układać włosy, które postanowiłam wyprostować.
Zegarek wskazywał osiemnastą trzydzieści, dlatego postanowiłam wykorzystać ten czas na powtarzanie materiału - chociaż w sumie nie jestem przekonana czy kartkowanie repetytorium z zadaniami i próbowanie zrozumieć czegokolwiek z matematyki można nazwać nauką. Wszystko mieszało mi się w głowie tylko po to, żeby po chwili wylecieć uchem.
Moje życie byłoby o wiele łatwiejsze, gdybym miała jakieś inne preferencje niż bycie łyżwiarką figurową. Mogę tylko wyobrażać sobie jak wyglądałaby moja przyszłość, gdybym potrafiła śpiewać, albo jakbym miała taki talent jak Adaś lub po prostu była wyższa - mogłabym starać się o pracę modelki. Niestety, Bóg miał do mnie nieco inne plany - wolał zostawić mnie niską, głupią i bez jakiegokolwiek talentu, który mógłby zaważyć na moim żywocie. O wiele bardziej bawi go fakt, że może oglądać moje rozterki, załamania oraz porażki. Pewnie teraz się ze mnie śmieje i mówi, jaka to jestem żałosna i naiwna. Jedyne, czego jestem pewna jest to, że nigdy mnie nie złamie - powinien to wiedzieć z przeszłości, uczyć się na błędach. Jestem silną niezależną kobietą, która mimo przeciwności losu kroczy dalej przed siebie z wysoko uniesioną głową. Może czasem tracę wiarę w siebie… Ale hej! Mam wokół siebie ludzi, którzy mnie kochają, wspierają i dla których jestem w stanie zrobić wszystko.
Po moim mieszkaniu rozległo się głośne pukanie do drzwi. Zerwałam się z sofy i poszłam otworzyć. W progu stał uśmiechnięty szatyn. Ubrany był w swoim stylu, czyli czarne jeansy i koszulę w kratę, na którą zarzucona była czarna skórzana kurtka. Jego włosy były w nieładzie, ale to tylko dodawało mu uroku.
-Wyglądasz ślicznie, Nessiu. - Adam ucałował mój policzek, a potem wyminął mnie w drzwiach. - Pośpiesz się, Słoneczko. - Otrząsnęłam się szybko, ponieważ na chwilę straciłam kontakt z rzeczywistością wracając pamięcią do mojego pierwszego wyjścia do tego klubu.
***
Miałam na sobie czarne rurki oraz srebrną bluzkę na ramiączkach. Włosy upięłam w wysoki kucyk, a rzęsy były muśnięte tuszem zupełnie jak usta błyszczykiem.
-Nessiu, Louis przyszedł! - Z dołu dobiegł mnie głos ojca, dlatego szybko wsunęłam na nogi czarne szpilki i zbiegłam po schodach. W drzwiach stał Tomlinson, który swobodnie rozmawiał z moim rodzicem od czasu do czasu śmiejąc się.
-Jestem - oznajmiłam stając obok taty.
-Woah, Nessie wyglądasz ślicznie - wydukał, a potem cmoknął mnie przelotnie w usta.
-Dzięki. - Czułam jak moje policzki się rumienią, dlatego spuściłam głowę w duchu przeklinając, że musiałam związać włosy w koński ogon i teraz nie mogę nimi ukryć czerwonych wypieków na policzkach. - Idziemy? - Pokiwał pionowo głową i objął mnie w pasie.
-Do widzenia, panie Donavan. - Mój ojciec tylko skinął głową, a Lou już prowadził mnie w stroną swojego samochodu.
***
Zabrałam tylko torebkę, w której miałam komórkę, portfel, kluczyki oraz błyszczyk, a następnie ubrałam płaszczyk i szal.
-Możemy iść - poinformowałam mojego brata, który z uśmiechem ujął moją dłoń i wyprowadził z mieszkania. Zamknęłam drzwi, a potem wyszliśmy z bloku. Pod budynkiem czekała na nas taksówka. Ruszyliśmy w jej stronę, a potem wsiedliśmy. Donavan podał kierowcy adres Marisy, po którą mieliśmy pojechać.
Droga do domu Parker trwała niespełna dziesięć minut, a brunetka wyszła niemalże od razu. Dzięki światłu, które paliło się przed budynkiem mogłam zobaczyć w co jest ubrana. Nastolatka miała na sobie niebieską sukienkę z krótkim rękawkiem i czarne szpilki. Dziewczyna pośpiesznie ubierała czarną kurtkę przy okazji odrzucając dłońmi brązowe fale do tyłu. Pewnym i żwawym krokiem zmierzała do pojazdu, w którym siedzieliśmy, żeby usadowić się obok mojego brata i musnąć jego policzek na przywitanie zupełnie jak mój. Taksówkarz znów uruchomił silnik tym razem obierając trasę do miejsca docelowego, jakim był najlepszy klub w tej części Londynu.
Po niespełna dwudziestu minutach samochód zatrzymał się, a my wysiedliśmy. Adam zapłacił kierowcy za przejazd, a następnie złapał za chudą dłoń Marisy. Odruchowo złapałam za nadgarstek Donavan’ a tylko po to, aby sprawdzić godzinę.
-Co ty robisz, Nessiu? - powiedział pół śmiechem, na co wywróciłam oczami. Jest taki dziecinny… przecież nie jestem taką desperatką ani zazdrośnicą, żeby łapać własnego brata za rękę.
-Ja tylko sprawdzam godzinę, bo…  - Zawiesiłam głos w chwili, gdy poczułam delikatny pocałunek na skórze mojego prawego lica. Przymknęłam oczy z przyzwyczajenia, jednak w porę się opamiętałam. Odwróciłam się przodem do mojego towarzysza. Mężczyzna miał na sobie czarne spodnie, koszulkę pod kolor, a buty zarówno jak kurtka idealnie komponowały się barwą z całą resztą. Jego włosy były ułożone w artystyczny nieład, że sama przed sobą musiałam przyznać, iż w tej wersji podobał mi się najbardziej. - Cześć - umiechnęłam się szczerze patrząc mu głęboko w oczy.
-Cześć, Piękna - wychrypiał charakterystycznym dla siebie tonem. - Siemasz, Adam. - Kiwnął głową w kierunku mojego brata. Po minie szatyna widać było, że nie za bardzo odpowiadało mu jego towarzystwo. - A ty jesteś?
-Marisa. - Brunetka wystawiła dłoń w stronę chłopaka, który delikatnie ją uścisnął.
-Jeremy, miło cię poznać Mariso. - Uniósł lewy kącik ust ku górze. - Idziemy, czy może rozkręcamy imprezę na zewnątrz?
-Nie, wchodzimy. - Zadziwiająco szczęśliwa objęłam dwoma rękoma jego biceps i pociągnęłam w kierunku wejścia. Za sprawą Stana weszliśmy o wiele szybciej, ponieważ ochroniarz był jego, tak jak i Louisa dobrym znajomym.
Już na zewnątrz dało się usłyszeć dudniącą muzykę, ale dopiero w środku działa się magia. Mnóstwo ludzi tańczących na parkiecie dzikie pląsy w ogóle nie zwracający uwagi na brak umiejętności. Do moich nozdrzy dotarł zapach alkoholu, potu, papierosów oraz seksu. Właściciel lokalu, który bardzo dobrze znał Jeremiego zaprowadził nas do loży, a potem zniknął w tłumie.
-Skoczę po jakieś drinki. - Przytaknęłam na słowa bruneta, który wstał i poszedł w stronę baru. Korzystając z okazji zdjęłam swoje okrycie, którym przykryłam torebkę. Adam już dawno powędrował ze swoją dziewczyną na parkiet, gdzie skakali jak reszta w rytm głośnego i hipnotyzującego beatu. Oczywiście, nie wszyscy bawili się w rytm muzyki - inni siedzieli przy barze lub po prostu w lożach i sączyli drogi alkohol, a co po niektórzy lizali się po kontach lub szli w kierunku toalet odbijając się o każdą możliwą ścianę. - Proszę. - Otrząsnęłam się, kiedy Jer postawił przede mną tacę z kilkunastoma literatkami wypełnionymi kolorową cieczą oraz kilka szklanek z bursztynowym trunkiem. Mężczyzna zajął miejsce obok mnie i złapał za dwa naczynia wypełnione whisky, z czego jedną mi podał. - To co, za nas? - Uniósł lewą brew, a na jego ustach zagościł uśmiech cwaniaczka.
-Za nas. Za ten wieczór. I za przeszłość, która jest daleko w tyle. Za przyszłość, która się dziś nie liczy - wygłosiłam toast niczym mantrę lub regułkę jakieś definicji, ale jemu to nie przeszkadzało. Skinął jedynie głową i stuknął swoją szklanką o moją, a następnie przysunął ją do warg i wypił w ekspresowym tempie na końcu mrucząc cichy dźwięk rozkoszy, którą dosłownie chwilę temu zaznał i którą zawdzięcza bursztynowemu alkoholowi. Poszłam za jego śladem, dlatego też opróżniłam literatkę, a potem kolejne dwie z niebieskim i zielonym shotem. Przyjemny smak wypełnił moje kubki smakowe pozwalając mi się zrelaksować i odpłynąć. Moja głowa zaczęła chwiać się na boki w rytm muzyki, a ochota na taniec przyszła niemalże od razu. - Zatańcz ze mną, Jer - poprosiłam utrzymując z nim kontakt wzrokowy.
-Ness, jak to możliwe, że już się upiłaś? - zaśmiał się kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Heej! - Wskazałam na niego palcem oburzona. - Wcale nie jestem pijana, okay? - Złożył usta w dzióbek i przytaknął. - Ja po prostu dobrze się bawię, po to właśnie tutaj przyszliśmy. Rusz tyłek, teraz idziemy tańczyć. - Wstałam i szarpnęłam za jego dłoń zmuszając go, żeby mi towarzyszył. Dwudziestoparolatek głęboko wzdychając wstał, a kilka sekund później staliśmy już na środku sali wlepiając się sobie nawzajem w oczy. Oplotłam dłońmi jego kark i zaczęłam powoli kołysać biodrami, jednak Stan stał niczym sparaliżowany. Uśmiechnęłam się do niego promiennie, dając mu do zrozumienia, że nie mam nic przeciwko temu, aby teraz umieścił swoje dłonie na moich biodrach i zapominając o całym świecie zaczął ze mną wywijać na parkiecie niczym szalony nastolatek, którym kilka lat temu był.
Zrobił to… zrobił to, czego od niego wymagałam. Zatracił się razem ze mną i pomógł zapomnieć o wszystkich przykrościach, jakie mnie dotknęły od czasu przyjazdu tutaj. Pierwszy raz od powrotu uśmiechałam się szczerze. Potrafiłam się bawić, nie myśląc o niczym - nie myślałam o Darcey, o odrzuconym podaniu na studia, o kłótni z Mattem, o cholernie męczących treningach z moją zaborczą i dumną matką, ani o… Louisie. Teraz liczyłam się tylko ja oraz Jeremy. Cały świat przestał mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie, a w chwili kiedy mnie pocałował już wiedziałam, że wyleczyłam się Tomlinsona, tylko na jak długo? 
___________________________________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam... Rozdział miał się pojawić w tamtym tygodniu, a pojawia się spóźniony. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że miałam dużo sprawdzianów i kartkówek, a moje życie trochę się skomplikowało, ale hej! Wróciłam! Otrząsnęłam się po świństwie jakie zrobiła jedna osoba w moim otoczeniu i teraz cieszę się, że sprawy tak się potoczyły, bo jestem silniejsza i wiem, żeby lepiej dobierać przyjaciół. Zmieniłam swoje życie w pewnym stopniu, a jedną z tych "małych" zmian jest nazwa użytkownika z paulla na Lola xd - tsa, naoglądałam sie LOL z Miley Cyrus xd
Co do rozdziału uważam, że trochę się zawiedliście, że towarzyszem Ness był Jeremy. Cóż życie jest przewrotne, tak? A jak na razie powrót Lessie graniczy z cudem...
No nic, liczę, że chociaż w małym stopniu spodoba wam się rozdział siódmy i zostawicie po sobie jakiś ślad. 
Mam mega zaciesz, kiedy wchodzę na bloggera i widzę, że liczba obserwatorów Erroru wzrasta i pojawia się więcej komentarzy. Jesteście tacy kochani!! - O man, zaczynam mówić jak te słodziaśnie dziewczyny z amerykańskich komedii xd. W każdym bądź razie jesteście zajebiści i to się tylko liczy, dlatego wielkie ♥ - ucho dla was i do następnego ;** 

17 komentarzy:

  1. Dziwne, ale lubię Jeremy'iego, chociaż chyba powinnam kibicować Lou? Rozdział bardzo mi się podoba, jestem ciekawa co stanie się dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeremy to spoko gość, ale jak dalej będzie chodził z Nessie to Lou mu przypierdoli :D Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział :*** Olls:***

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaaaaaaaaaaa! Po prostu Cię kocham!!!!!!?
    ~Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko jakie ty cuda piszesz kobieto... Umm...nie wiem co powiedzieć po prostu brak mi słów w pozytywnym słowa znaczeniu ;D nie mogę doczekać wie nn pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za mega rozdział!
    Szybko pisz kolejny!
    Och genialny ♥♥♡
    Kocham to
    xoxo
    @luv_my_hig

    OdpowiedzUsuń
  7. Omg nie wytrzymam po prostu jkdsjkjfjkjkr#(jkjkcxbhdsahjejkdskajewlk zajebisty kiedy next? ~cleo

    OdpowiedzUsuń
  8. Oo Matko! Kolejny fantastyczny rozdział!@niall_quad

    OdpowiedzUsuń
  9. No supeeer! czekam na rozwinięcie akcji !Dominika :*

    OdpowiedzUsuń
  10. nie chce by była z Lou -,-
    teraz jest lepiej i ta końcówka o pocałunku uuu tak oni będą razem *.* /Livia

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze że się pocałowali a ona zapomina o byłym

    OdpowiedzUsuń
  12. O jakie fajne zakończenie <3 caly rozdział świetny. Czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. eju świetnie piszesz :* czekam na next : P mogłabyś wpaść na mojego bloga? myhopeislastway.blogspot.com -gdybyś jednak wpadła to prosze zostaw po sobie ślad niw czy jest senspisac byłabym wdzięczna :* pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Komentarz = Motywacja