sobota, 27 września 2014

3. Shadow



„Problem z przeszłością często polega na tym, że zawsze jest ona częścią teraźniejszości. Nie można tak po prostu wymazać niektórych spraw z pamięci i zapomnieć o ich, jak gdyby nie miały już żadnego znaczenia.”


Ness
 


-Ness? - Jako pierwszy odezwał się Matt. Chłopak nie dowierzał w to, co widzi. Po chwili całe pomieszczenie wypełniło się jego niedowierzającym prychnięciem. Dwudziestoletni brunet podszedł do mnie i objął szczelnie ramionami. Stałam sparaliżowana, a mój wzrok padał na NIEGO. Wpatrywaliśmy się w siebie, ale żadne się nie odezwało. Te zdziry jeszcze bardziej do niego przyległy, jednak wstał i tym samym uwolnił się od tych żmij. Pewnym krokiem podszedł do mnie i złapał za ramiona Andersona, tym samym odsuwając go ode mnie.
-Nessie... – powiedział, jakby z ulgą, a następnie chciał mnie przytulić, ale nie pozwoliłam mu na to, tylko cofnęłam się krok w tył. Nie mam już szesnastu lat i na pewno nie nabiorę się na jego słodziutkie Nessie. Dorosłam, wyleczyłam się z niego - jest mi obojętny. - Co jest? - Zmarszczył brwi. No tak, teraz jest wielce zdziwiony. Tępo patrzyłam i mordowałam wzrokiem tą blond wywłokę, z którą trzy lata temu mnie zdradził.
-Słuchaj... - Przyjęłam poważny ton jak na studentkę prawa przystało. - Trzymaj tego kretyna...  - W tym momencie wskazałam na Moon’ a, który tylko spuścił wzrok, gdy Louis na niego spojrzał. - Z dala ode mnie, bo nie mam zamiaru zostać gdzieś zgwałcona na pieprzonym przystanku. - Odwróciłam się na pięcie, ale przed samym wyjściem zatrzymał mnie jeszcze kobiecy głos.
-Nessie, skoczymy jutro na kawę? - Przekręciłam głowę, by zobaczyć moją przyjaciółkę, która patrzyła na mnie ze skruchą. Z lekkim uśmiechem pokiwałam pionowo głową.
-Tam gdzie zawsze o dziesiątej, Dani. - Wyszłam trzaskając drzwiami z impetem, chcąc podkreślić jeszcze bardziej scenę z moim dramatycznym opuszczeniem tego domu publicznego.
Żwawym krokiem szłam prosto do siebie.
To było dziwne, głupie i szczeniackie z mojej strony. Przez Jeremiego zapomniałam o zdrowym rozsądku, spieprzyłam wszystko wchodząc tak po prostu do domu Tomlinsona i robiąc mu awanturę o tego gnojka, który nieświadom niczego i będąc pod wpływem alkoholu mnie podrywał.
Zamknęłam drzwi i rzuciłam się na sofę. Zsunęłam buty ze stóp i odetchnęłam z ulgą. Złapałam za pilota, po czym włączyłam MTV, gdzie właśnie leciały najnowsze odcinki Ekipy z Newcastle. Swoją drogą uwielbiam to reality show. Pokazuje życie osób, które nie zważają na zdanie innych i robią to, co chcą - imprezują, piją i uprawiają seks nie licząc się z konsekwencjami.
Westchnęłam głośno i podreptałam do łazienki, gdzie rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Ciepła woda odprężyła mnie trochę. Po kąpieli wytarłam się ręcznikiem, a następnie włożyłam za dużą koszulkę Adasia z Nike oraz czarne koronkowe majtki. Suszyłam właśnie włosy ręcznikiem, kiedy usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi.
Kogo niesie o wpół do jedenastej wieczorem?! Przekręciłam klucz w zamku i uchyliłam brązowy prostokąt. Doznałam szoku, jakby ktoś spoliczkował mnie deską. Co on tutaj robi?! Śledził mnie?
-Czego chcesz? - Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nessie… - Jego dłoń wylądowała na moim policzku, który delikatnie gładził. Pragnęłam w tej chwili, żeby przestał, byłam tak zdeterminowana, że sama chciałam strącić jego rękę tyle, że nie mogłam. Nie mam bladego pojęcia dlaczego, ale nie chciałam żeby przestawał. Byłam stęskniona tego dotyku, jednak z drugiej strony przez rok rozpaczałam przez tego idiotę, a teraz tak po prostu pozwalam mu na takie rzeczy. - Gdzie byłaś? - Nie mogłam się ruszyć, a co gorsza nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Utonęłam w jego niebieskich oczach, które… Zaczął się nade mną pochylać. – Wypiękniałaś - wychrypiał do mojego ucha przygryzając płatek, powodując tym samym dreszcz na moich plecach. - Moja Nessie... - powiedział to tak pięknie… Chwilunia! Dość tego dobrego, przecież to Louis! Dupek zdradził mnie z jakąś wytapetowaną cizią, a teraz ma czelność jeszcze tutaj przychodzić! Jest po prostu bezczelnym gnojkiem, który mimo upływu trzech lat wcale się nie zmienił, poza wiekiem oraz budową ciała, które było jeszcze bardziej wyrzeźbione, niż przed naszym ostatnim spotkaniem.
Chciał mnie pocałować, jednak zasłoniłam mu usta dłonią nie wyrażając tym samym na to zgody. Nie chciałam, żeby jego słodkie usta dotykały moich. Nie miał takiego prawa… stracił je! Jeśli myśli, że jedna awantura, a potem to, że mnie śledził i próbował uwieść sprawi, że rzucę się na niego jak napalona fanka na swojego idola to jest, w cholernym błędzie!
-Nessie, co ci? - Nie zmienił się. Już po kilku dniach naszej znajomości pokazał mi jaki jest naprawdę tylko, że wtedy byłam w Louisie szaleńczo zakochana, a dla niego byłam kolejną zabaweczką, którą gdy się znudzi odkłada w kąt na pastwę kurzu i zapomnienia.
-Powiedz mi tylko jedną rzecz. - Kiwnął głową, abym kontynuowała. - Czy ta twoja blond dziwka jest dobra w łóżku? -  Zmarszczył brwi udając, że nie ma bladego pojęcia o czym właściwie mówię, ale nie znam go od wczoraj. Louis świetnie kłamał i na początku wierzyłam we wszystko, czym mydlił mi oczy, teraz wiem, kiedy kłamie i gra idiotę, który nie wie o czym mówię. Nie patrz tak na mnie! - Dźgnęłam go palcem w twardą klatkę piersiową, próbując nie rozpłakać się przez nadmiar wrażeń dzisiejszego dnia. - Pieprzyłeś się z nią! - wrzasnęłam na cały blok. Widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam mu dość do słowa. - Zamknij się - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - Widziałam was. - Nie potrafiłam dłużej tamować łez. Słone krople zaczęły spływać po moich zaróżowionych policzkach. Pociągałam od czasu do czasu nosem próbując się uspokoić, ale szło mi to beznadziejnie.
-Nessie, to nie tak - mówił skruszonym głosem i chciał mnie przytulić, ale odepchnęłam go. Wykorzystałam jego chwilę nieuwagi i zamknęłam drzwi na łańcuszek oraz klucz.
-Zostaw mnie, proszę. Daj mi spokój - jęknęłam błagalnie wycierając mokre od płaczu policzki. Zjechałam plecami po drzwiach i objęłam nogi ramionami. Opierając czoło o kolana dalej ryczałam jak bóbr.
-Nessie, otwórz te cholerne drzwi! - krzyczał i dobijał się do drzwi. Nie reagowałam, tępo wpatrywałam się w ścianę. Mój stan był godny opłakania. Byłam żałosna, słaba i taka głupia… Dałam się podpuścić popaprańcowi, który ma jakieś porachunki z Tomlinsonem. - Nessela! - Przeraziłam się, gdy kolejny raz uderzył dłonią w brązowe drzwi. Bałam się, czy aby na pewno zawiasy wytrzymają pod wpływem siły jaką wkładał w ciosy. - Kurwa, otwieraj te pierdolone drzwi!
-Przepraszam pana, ale już po ciszy nocnej, albo pan odejdzie, albo wezwę policję. - Po drugiej stronie usłyszałam głos staruszki, która prawdopodobnie była jedną z moich sąsiadek. Błagam, niech ten nieobliczalny drań nic jej nie zrobi. Nie mam najmniejszej ochoty na wizyty na komisariacie, a w najgorszym wypadku na sądy.
-Kurwa… - westchnął, uderzając głową w mahoniowy prostokąt. - Zaraz wychodzę, psze pani - zapewnił kobietę, która zatrzasnęła drzwi. - Nie odpuszczę, Nessela! - Ostatni raz uderzył dłonią w ścianę, która nas dzieliła, a potem opuścił mieszkanie. Nie wiem ile czasu siedziałam pod wejściem, niczym zbity psiak…
Obudziłam się rano z potwornym bólem karku. Włosy kleiły mi się do policzków, a wagi były spierzchnięte, natomiast moje gardło przypominało Saharę. Z lekkimi jękami oraz trudnościami poderwałam się z paneli i podreptałam do kuchni, starając się w tym krótkim czasie rozmasować zbolałą szyję. Wyjęłam szklankę z szafki i nalałam do niej wody, którą wypiłam jednym duszkiem. Oparłam się dłońmi o blat i głęboko westchnęłam, przypominając sobie zdarzenia z wczorajszego wieczoru.
Na zegarze ściennym widniała godzina dziewiąta, dlatego postanowiłam pójść się przygotować na spotkanie z Danielle. Zabrawszy z szafy czarne legginsy, białą bokserkę oraz koszulę w czarno czerwoną kratę, a następnie bieliznę z komody powędrowałam do łazienki, gdzie doprowadziłam się do stanu przyjęcia. Znów wróciłam do kuchni, a z lodówki wyjęłam jogurt pitny o smaku wanilii, który wypiłam kompletując go z kromką chleba razowego.
Ubrałam brązowe buty za kostkę oraz czarną skórzaną kurtkę łącznie z chustą, którą owinęłam wokół szyi. Wyszłam z domu wcześniej oczywiście zamykając go na klucz.
-Jesteś Vanessa, prawda? - Z mieszkania obok wyszła podstarzała kobieta, nieco niższa wyższa ode mnie o bardzo szczupłej sylwetce. Ubrana była w granatową garsonkę i mierzyła mnie spojrzeniem od góry do dołu.
-Nessela - poprawiłam.
Nienawidziłam, gdy ktoś przypuszczał, że Ness lub Nessie jest skrótem od pełnego imienia Vanessa. Ludzie są myli, a najgorsze jest to, że oceniają nie znając prawdy o drugim człowieku. Sądzą, że pozjadali wszystkie rozumy, a w rzeczywistości dzieci z przedszkola mają więcej oleju w głowie.
-Nieważne. - Spławiła mnie gestem dłoni. - Jeśli nie chcesz mieć kłopotów, nie sprowadzaj tutaj więcej tego chłopaka. Ludzie, tacy jak ja czy chociażby pan Rodriguez pracują i pragną się wyspać, zrozumiano?
-Tak i przepraszam, ale ten chłopak wcale nie był tutaj zaproszony. Naprawdę przepraszam, jeśli narobiłam pani i panu Rodriguez’ owi kłopotów. - Wysiliłam się na niewinny uśmieszek, w duchu modląc się, aby to kupiła i odczepiła się ode mnie.Aktualne mam więcej problemów na głowie, niż zastanawianie się czy jakieś stare babsko, które nie szanuje zdania oraz egzystencji innych nie spało dobrze, bo jakiś pajac darł się na cały blok mieszkaniowy!
-Dobrze, już dobrze dziecko - uśmiechnęła się triumfalnie. - Tylko uważaj na siebie, nie podoba mi się ten typ, a ty jesteś dla niego za dobra. – Och, tak, pokrzepiająca rozmowa dodająca wigoru, pewności siebie oraz dowartościowująca… Tego właśnie było mi trzeba. To żałosne jak  ludzie są zmienni i starają ci się przypodobać.
Weźmy na przykład tą kobietę: Przekręciła moje imię i nawet za to nie przeprosiła, wygłosiła mi kazanie na temat, tego z kim mogę przebywać oraz kogo mogę sprowadzać do domu, - pomińmy fakt, że ten budynek należy do mojego ojca, mieszam tutaj za darmo i jak gdyby na to nie patrzeć to jestem również właścicielką, której oni płacą czynsz  - a na koniec wygłasza swoją mowę zwycięscy. To żałosne i… tak śmieszne, że aż mózg boli. Mam ochotę uderzyć głową w ścianę, gdy słyszę takie pierdolamento. Chcę spoliczkować samą siebie za to, że to właśnie na mnie taka osoba musiała trafić i prawić mi morale.
-Miłego dnia - uśmiechnęłam się sztucznie, jednak sprawiając wrażenie miłej i wyszłam z klatki schodowej. Powolnym krokiem ruszyłam w kierunku First Kiss - kawiarni, gdzie poznał nas Louis.
-Cześć, piękna - usłyszałam za sobą, dlatego odwróciłam się. Przede mną stał Jeremy w całej swojej okazałości. Miał na sobie czarny płaszcz, spodnie oraz buty pod kolor. Jego włosy były ułożone prawdopodobnie za pomocą żelu. Wyglądał jak model i w rzeczywistości, gdyby nie jego przeszłość mógłby nim być. - Gdzie idziesz? - Jego palce szybko musnęły mój policzek, a następnie potarł je o siebie. - Miałaś rzęsę - uśmiechnął się pięknie.
-Przestań - westchnęłam odgarniając włosy do tyłu. - Podpuściłeś mnie, Jer! - Dźgnęłam go oburzona palcem w klatkę piersiową, co wywołało u niego śmiech. Pamiętam jak niegdyś razem z Louisem się przyjaźnili. Byli najlepszymi kumplami i zawsze robili wszystko razem - imprezowali, brali udział w nielegalnych wyścigach, robili lewe interesy, czy chociażby wyrywali razem panienki. Tylko, że kilka tygodni przed moim wyjazdem do Mediolanu strasznie się pokłócili.
-Ness, skąd miałem wiedzieć, że do niego pójdziesz? - Zdołał wydusić przez śmiech. Zaprzestał dopiero w chwili, gdy zobaczył moją minę mordercy. - Przepraszam. - Posłał mi pokrzepiający uśmiech, który w małym stopniu złagodził moją wściekłość. - Too… dokąd zmierzasz?
-Do First Kiss. - Pokiwał głową na znak zrozumienia.
-Odprowadzę cię. - Niespodziewanie splótł nasze palce razem i lekko pociągnął w kierunku kawiarni. Całą drogę milczeliśmy. Nie wiedziałam, o czym miałabym z nim rozmawiać, przeważnie dopiero otwieraliśmy się przed sobą przy piwie, którego po zdradzie Tomlinsona sobie nie odmawiałam. Dochodziło nawet do sytuacji, kiedy Adam musiał mnie zbierać z klubu, w którym leżałam schlana. Teraz, gdy o tym myślę jest mi cholernie wstyd, że pozwoliłam Louisowi doprowadzić się do takiego stanu.
Cała trasa zajęła nam dziesięć minut. Dłonie Jeremiego były przyjemnie ciepłe w porównaniu z moimi, ale to mi wcale nie przeszkadzało. Weszliśmy do lokalu, o czym poinformowały charakterystyczne dzwoneczki zawieszone nad drzwiami, a wzrok niektórych klientów powędrował na nas. Odnalazłam Danielle, która przyglądała mi się z szeroko otwartymi oczami. Sprawa wyglądała następująco: Dani i Jeremy nienawidzili się.
-Spotkamy się później? - Usłyszałam tuż przy uchu, jednak zignorowałam to pytanie, gdyż bardziej pochłonął mnie widok rozczarowanej przyjaciółki, która w niedowierzaniu oraz rozczarowaniu kręciła głową na boki. Stan mocniej ścisnął moje palce, co skutkowało tylko syknięciem, które wydobyło się z moich ust. - Wybacz, Nessie. Do zobaczenia. - Jego rozgrzane wargi musnęły mój zimny policzek, wywołując tym samym u mnie wielkie zdziwienie. Mężczyzna odpuścił kawiarnię, a ja odruchowo dotknęłam mokrego miejsca. Czy on pocałował mnie właśnie w policzek?
Niepewnie podeszłam do stolika, przy którym zasiadała mulatka z kamienną twarzą. Odsunęłam krzesło i dosiadłam się łapiąc od razu menu. Zlustrowałam kartę, a nad nami zawisła sylwetka brunetki ubranej w biało - niebieski uniform z plakietką. Długie falowane włosy opadały jej kaskadami na piersi. W ręku ściskała mały notesik oraz długopis.
-Co dla was? - Jej głos był melodyjny i przyjazny dla ucha.
-Dla mnie cappuccino. - Posłałam jej przyjazny uśmiech, a ona zapisała kawę dla mnie w zeszyciku. Znacząco popatrzyła na Olson.
-Latte. - Kelnerka odeszła, a między nami znów zapadła grobowa cisza.
-Cześć - powiedziałam nieco skrępowana. Danielle widziała mnie z Jeremy’ m i to tylko kwestia czasu, kiedy wygada się przed swoim chłopakiem, a Liam z kolei powie o tym Louisowi.
Po chwili podeszła do nas znów ta sama dziewczyna i podała nam nasze zamówienia.
-Dzięki. - Brązowooka skinęła głową, a potem podeszła do innego stolika.
-Gdzie ty byłaś przez te trzy lata, Ness? - Ona chyba dalej nie potrafiła uwierzyć w to, że wróciłam i siedzę naprzeciwko niej. - Co cię łączy z tym idiotą? Wiesz, że Louis będzie wściekły. - Przewróciłam oczami na tą uwagę. Szczerze, miałam głęboko w poważaniu reakcję Tomlinsona na wiadomość, że trzymałam dłoń Stana.
-Dani, zwolnij trochę - zachichotałam i upiłam małego łyczka mojego ulubionego trunku, od którego ostatnimi czasy byłam uzależniona. - Byłam w Mediolanie, skończyłam szkołę i teraz wybieram się na studia prawnicze, a jeśli chodzi o Jeremiego to tylko mnie odprowadzał. - Wzruszyłam nieśmiało ramionami.
-Co z Louisem? - dopytywała. Nie miałam najmniejszej ochoty na pogawędkę o moim byłym chłopaku, jednak nie widziałyśmy się z Olson ponad trzy lata - chciałam nadrobić stracony czas, a nie wychodzić na zołzę, która strzela fochy niczym pięciolatka.
-Nic, a co ma być? - zaśmiałam się cichutko nie wierząc w słowa mulatki. - Przecież mnie zdradził. Nie mam już do niego nic, nawet szacunku.
-Czyli wolisz pierdolonego dziwkarza od faceta, który stracił dla ciebie głowę? - prychnęła.
-Spuścił też spodnie dla pierwszorzędnej szmaty, ale to nie ważne. - Znów sięgnęłam po filiżankę i upiłam sporego łyka kawy. - On wczoraj u mnie był - szepnęłam niczym wyjawiając sekret. Dani pochyliła się nad stołem przybliżając tym samym w moim kierunku.
-Jer…
-Nie - przerwałam jej. To niedorzeczne! Dopiero dziś na spokojnie mogłam porozmawiać z Jeremy’ m, a ona podejrzewa, że zaprosiłam go wczoraj do swojego mieszkania.  Louis - dodałam już nieco normalnie. - Zagroził mi, że nie odpuści. - Na jej ustach pojawił się uroczy uśmiech.
-Bo cię kocha.
-Nie kłam, Dani - wycedziłam przez zaciśnięte zęby oraz mocniej zaciskając dłonie na szklance z letnim trunkiem. - Pieprzył ją na moich oczach. - Brunetka zakrztusiła się latte i mało co nie oblała swoich jeansów.
-Kogo przeleciał? - dopytywała, a ja niczym na przesłuchaniu opowiedziałam jej na wszystkie pytania. Wyjaśniłam, o co chodzi z tą blond cizią, a następnie całą resztę pomijając fakt o Darcey oraz moim macierzyństwie.
Rozmawiałyśmy do pierwszej po południu, a potem pożegnałam się z Olson i ruszyłam w stronę willi rodziców, do której dotarłam po dwudziestu minutach wolnego spaceru. Weszłam bez pukania, a pierwszym dźwiękiem, jaki usłyszałam był donośny śmiech mojej córki.
Zsunęłam buty ze stóp i odwiesiłam kurtkę na wieszak. Skierowałam się w głąb domu, idąc do kuchni. W pomieszczeniu na wysokim krześle barowym siedziała Darcey, która chichotała na widok Adasia, który podrzucał naleśniki.
-Cześć smyku. - Cmoknęłam jej policzek, a potem przywitałam mojego brata w ten sam sposób. - Co robicie?
-Obiad - odpowiedział Donavan, kładąc na blacie wyspy kuchennej talerz pachnących placków.
-Nie za dobrze się odżywiasz, Księżniczko? - Uniosłam brwi na drobną szatynkę, która przewróciła oczami. - Wczoraj naleśniki, dziś naleśniki… Naleśnikowy tydzień?
-Tak! - Klasnęła w dłonie. - Naleśnikowy tydzień! Adaś, a zrobisz mi jutro naleśniki? - Oboje z bratem zaśmialiśmy się.
-Ness, siadaj i zjadaj - nakazał.
-Mam dietę, muszę schudnąć pięć kilo do jazdy figurowej. - Wzruszyłam ramionami. Według mamy nie wychodzą mi skoki, ponieważ za dużo ważę.
-Pieprzysz. - Machnął ręką. - Jutro zabiorę cię na siłownię i dam ci wycisk, a teraz wsuwaj te naleśniki. - Nie zważając na moje protesty posmarował nutellą jeden z placków i zwinął w rulonik, który wepchnął mi do buzi. Łapiąc za moją szczękę poruszał nią w górę i w dół sprawiając tym samym, że zaczęłam przeżuwać. - Właśnie tak! Grzeczna dziewczynka… No dalej, jeszcze jeden kęs! Brawo słoneczko, w nagrodę dostaniesz lizaka! - Wyjął z kieszeni swoich dresów wspomnianą słodkość, którą wręczył mi oraz Darcey, która cały czas się z nas śmiała.
-Adam - warknęłam, kiedy znów zaczął smarować naleśnik orzechowym musem. Zjadłam dość, a on musi pojąć, że muszę zrzucić te kilka kilo, żeby spełnić swoje, jak i mamy marzenie o mistrzostwie.
-Wyluzuj, ten jest dla mnie. - Wyszczerzył zęby, które były całe w słodziutkiej nutelli.
-Pośpiesz się, bo przepadnie ci randka z Marisą. - Jak poparzony pobiegł do góry.
-Umyj ząbki, Adaś! - krzyknęła trzylatka, kończąc swój obiad. - Co będziemy dziś robić, mamusiu?
-A na co masz ochotę?
-Chcę rysować! - pisnęła uradowana. - Narysujemy Adasia i jego dziewczyną, a potem… - Jej wypowiedź została przerwana przez sygnał mojej komórki. Odebrałam połączenie i przyłożyłam telefon do ucha.
-Tak, słucham?
-Czy rozmawiam z panią Nesselą Donavan? - Po drugiej stronie usłyszałam gruby męski głos, który już wczoraj miałam przyjemność poznać.
-Tak, przy telefonie.
-Tutaj rektor University College London, chciałem panią poinformować, że pani podanie na studia zostało rozpatrzone negatywnie.
-Co?! 

____________________________________________
 Okay, mam dla was rozdział trzeci!! - Tak jak obiecałam jest w sobotę - trochę późno, ale jest, prawda?? ;) Miałam małe trudności z nim, jednak uważam, że wyszedł całkiem niezły. 
W uporządkowany dotychczas świecie Nessie znów zaczyna huczeć, a to tylko przedsmak dalszych części...
Ness i jej plany ze studiami poszły się jebać, czy jednak znajdzie sposób, żeby dopiąć swojego??
Matka Ness... Cóż to niezła wariatka, ale właśnie taka miała być w tym opowiadaniu, bo dziewczyna jest córeczką tatusia, który zrobiłby dla niej wszystko...

Chciałam wam baaaaaaardzo podziękować za komentarze pod drugim rozdziałem, bo to dzięki wam rozdział pojawił się właśnie dziś. Wasze komentarze naprawdę mocno mnie motywują i pozwalają na serwowanie wam tej chały...

P.S. piosenka w tle jest mega piękna i chyba dobrze kompletuje sie z całością, prawda??

Jeszcze raz wam dziękuję miśki ;**

O właśnie, mało i bym zapomniała jeśli, którakolwiek z was ma talent w "robieniu" grafiki, chciałabym - jeśli to oczywiście nie problem -, żeby wykonała wspólne zdjęcie Louisa i Nessie (Dianna Agron) - w necie nie ma ich za wiele, a ja chciałabym, aby takowe powstało - oraz Ness i Jeremiego (Sebastian Stan). Obrazy wysyłajcie na moją pocztę, a ja z przyjemnością będę je wrzucała na bloga pod każdym z rozdziałów. 

275blondi16@wp.pl

Do następnego rozdziału. Trzymajcie się, czółko  ;**


 

11 komentarzy:

  1. Zajebiaszczy rozdzial!!!
    Juz się nie mogę doczekać co Louis powie gdy dowie się o Darcey :D
    Czekam do następnego!!!
    Claudia xxx.

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny rozdział i zajebisty zarazem.
    Wyrażam takie same zaciekawienie co Claudia w związku z spotkaniem Tommo z Darcey.
    Czekam na następny rozdział...
    Mia Rosa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział, jak zwykle genialny :) Ja pierdole Tomlinson to zjeb rozumiem wszystko, ale, żeby pieprzyć się na oczach Ness? Ugh. Już się boje, jak zareaguje Lou, kiedy się dowie, że Nessela była z Jeremy'm. Swoją drogą ciekawi mnie to o co się pokłócili. Mam nadzieje, że się szybko dowiemy. Dobra ja też zastanawiam się, jak zareaguje Tommo gdy dowie się o Darcey xd
    Piosenka całkiem dobrze komponuje się z tym rozdziałem :D
    Miłego dnia x

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko jakie ty cuda piszesz kobieto... Umm...nie wiem co powiedzieć poprostu brak mi słów w pozytywnym słowa znaczeniu;D nie mogę doczekać wie nn pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały jak zawsze kochana. Nie mogę nadziwić sie twoim talentem pisarskim. Wszystko jest tak spójne. No już nie wspomnę o fabule idealnie @love_hariana :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Fffaaajjjnnnyyy , czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział :) nie mogę się doczekać następne jestem bardzo ciekawa reakcji Louisa gdy dowie się o dziecku o Jeremym i wgl :D Do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG!! To jest rewelacyjne. Dawaj szybko nexta. <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział szybko proszę następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Boski!!!
    Czyli dzisiaj nex't???
    ale zajebiście!!!
    Claudia xxx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli sie wyrobię... muszę go jeszcze skończyć, a jutro mam sprawdzian ;'(

      Usuń

Komentarz = Motywacja