niedziela, 8 listopada 2015

XXIV. Broken Home



Rozdział z dedykacją dla osób, które skomentowały poprzedni rozdział tj. Weronika Malik, Olls, Taka Jedna, @MagicIno i anonimka (7.11.2015r. 11:03). 

WAŻNA NOTKA POD SPODEM!! 


„Serca już nie mam, rozum tracę co dzień coraz bardziej, nie myślę, nie istnieje, po prostu trwam między pustką a ciszą, między brzdękiem otwierającej się butelki piwa a dymem ze szluga, trwam tak pomiędzy rzeczywistością a zaświatami, trwam, bo niby jestem, a umieram.”

 
Zayn 


Siedziałem oparty o ścianę w kuchni i piłem whisky, którą kupiłem wczorajszego dnia. Nie miałem siły, nie miałem sensu życia po tym jak Ness odeszła. To był właśnie mój osobisty koszmar, który się ziścił – zostałem sam… Sam z Dingo. Obaj byliśmy pogrążeni w depresji po zniknięciu Nesselii oraz Darcey.
Nie mam nawet pojęcia, dlaczego odeszła. Nie zostawiła żadnego listu czy czegoś z tego typu rzeczy. To był już miesiąc odkąd ich nie było i nikt nie miał bladego pojęcia, gdzie są. Adam nie miał żadnych wiadomości oczywiście poza informacją, że Ness przed ucieczką pożyczyła od niego kilka tysięcy; pan Donavan również, tak samo jak Valerie, Marisa czy też Danielle. Czułem się jakby ktoś ukradł słońce z mojego świata, a tym samym zabrał całą radość, miłość i ciepło. Byłem sam jak palec w pustym mieszkaniu, w brudnej kuchni, która wyglądała jak wysypisko śmieci, ponieważ leżało tutaj pełno pustych butelek po Jacku Daniel’ sie oraz petów po papierosach.
Nagle drzwi mieszkania otworzyły się, a po kilkunastu sekundach przede mną stanęła Natalie.
Moja siostra miała na sobie krótkie jeansowe szorty oraz luźną bluzkę na ramiączkach, która zasłaniała jej nieco już zaokrąglony brzuszek.
-Boże, jak ty możesz wytrzymać w tym smrodzie? –Mruknęła zażenowana brunetka, podchodząc do okna i otwierając je na oścież, aby pozbyć się brzydkiego zapachu oraz dymu. –Co ty robisz ze swoim życiem, Zayn? –Zapytała przykucając obok mnie, a później łapiąc za moją dłoń, którą lekko ścisnęła. Nie odpowiedziałem jej, przecież wiedziała, że sobie nie radzę, dlatego tylko oparłem głowę o bark mojej siostry i głośno westchnąłem. –Jakieś wieści od Ness? –Zaprzeczyłem kiwiąc głową na boki, gdybym miał jakieś wieści nie zapijałbym się w nieskończoność. –Znajdziesz ją, braciszku. –Powiedziała gładząc mój policzek.
-Nikt nie wie, gdzie ona jest, Nat. –Wychrypiałem. –Wyłączyła telefon… A ostrzegała mnie, że jeśli wezmę udział w Race Of The Death to odejdzie. –Zakryłem twarz dłonią. –Nie chciałem, żeby stała jej się krzywda, jak Mii, Nat. –Jęknąłem żałośnie, a uścisk mojej siostry się wzmocnił. Mocniej przycisnęła moją głowę do swojej piersi i gładziła moje włosy, jakbym był jej dzieckiem.
-Jestem pewna, że ona to wie, potrzebowała po prostu czasu, aby to wszystko sobie ułożyć, Zayn…
-Minął miesiąc, Natalie. –Przypomniałem. –Cholerne trzydzieści jeden dni i jebane siedemset czterdzieści cztery godziny, a ty mi mówisz, że ona musi sobie wszystko poukładać… Ona odeszła i już nie wróci, a ja nie umiem żyć bez niej.
-Ale nie możesz się zapijać na śmierć, Zayn.
-A co innego mam robić, Nat?! –Wrzasnąłem wściekły.
Łatwo było jej mówić, skoro miała udane życie. Miała przy sobie osobę, którą kochała i nie musiała żyć bez niej, miała też dziecko, które przypominało jej o Tomie, kiedy ten był w Ameryce, a ja? Co ja, do ciężkiej cholery miałem?! Gówno! Nie miałem Ness. Nie było również Darcey. Byłem sam z psem, który pewnie też miał mnie dość.
-Wstawaj. –Zarządziła sama ustawiając się do pionu, a potem zmuszając do tego mnie. –Za miesiąc wychodzę za mąż, dlatego pojedziesz ze mną załatwić kilka spraw na mieście. Idź wziąć prysznic, bo zalatuje od ciebie whisky oraz szlugami. –Oznajmiła popychając mnie w stronę łazienki, do której po chwili przyniosła mi czyste ubrania.
Nie miałem ochoty na jakiekolwiek wyjścia, a już w szczególności załatwienie spraw związanych z jej ślubem z tym palantem. Jedyną rzeczą, na którą miałem ochotę było robienie tego, w czym mi bezczelnie przeszkodziła – chciałem pić i dalej użalać się nad sobą. Po jakiego diabła mi w tym przeszkadza?! Niech da mi święty spokój!
Przeczesałem jeszcze tylko dłonią nadal mokre włosy i wyszedłem do Natalie. Kobieta kończyła sprzątać kuchnię, która znowu zaczynała świecić czystością.
-Nie musiałaś, zrobiłbym to sam.
-Oboje wiemy, że zrobiłbyś to dopiero wówczas, kiedy Ness by wróciła, a teraz idziemy. –Oznajmiła łapiąc za moje przedramię i pociągnęła w stronę wyjścia. Wciągnąłem na nogi buty, których tyły zadeptałem, a potem wyszedłem za Nat i zakluczyłem drzwi – jeszcze brakuje, żebym miał jakieś cyrki z kradzieżą.
Wsiadłem do czerwonego Bentleya Continental z tego roku, które sprawił jej ten chuj Tom, a Natalie uruchomiła silnik i ruszyła kulturalnie jak przystało kobietom w ciąży.
-Pojedziemy najpierw na przymiarkę sukni, potem do Harrego, żeby obgadać menu, następnie na salę dogadać szczegóły, zostaną nam jeszcze sprawy zaproszeń, a na samym końcu zabiorę cie na naleśniki, bo wiem, że one w maleńkim stopniu poprawią ci humor. –Zakończyła z współczującym uśmiechem, którego mimo chęci nie potrafiłem odwzajemnić.
Brunetka zatrzymała swój wypasiony wóz dopiero przed salonem sukni ślubnych, do którego weszliśmy. Nigdy nie byłem w takim miejscu i szczerze powiedziawszy nigdy więcej nie miałem zamiaru tutaj wracać. To miejsce kojarzyło mi się tylko ze szczęściem, a one z Nesselą, której nie było obok mnie. To ona powinna siedzieć na tej cholernej sofie i doradzać mojej siostrze, a nie ja.
-Zayn, błagam, skup się, to dla mnie naprawdę ważne. –Jęknęła żałośnie moja starsza siostra, dlatego zmęczony przetarłem oczy i przyjrzałem się jej dokładnie.
Dwudziestoczterolatka miała na sobie długą białą suknię, w której wyglądała jak księżniczka. Gorset został wyłożony drobnymi kamyczkami, a plecy były częściowo odkryte za sprawą koronki, natomiast dół był rozkloszowany – była naprawdę śliczna. Nie sukienka, tylko Nat.
-Wyglądasz pięknie. –Stwierdziłem zagryzając dolną wargę. –Tom to farciarz, ale jeśli cie skrzywdzi to go zabiję.
-Przestań. –Młoda kobieta wywróciła oczami, a później usiadła obok mnie i mocno przytuliła. –Ona wróci, Zayn. Masz moje słowo, że pomogę ci ją znaleźć. –Szczerze w to wątpię. –Proszę, nie staczaj się.
-Nie potrafię sobie bez niej poradzić, Nat. –Pokiwałem głową na boki z niedowierzania. –Kochałem się w niej od chwili, kiedy weszła do domu Matta, a to było dobre kilka lat temu. Znosiłem to, że była z Tomlinsonem, przeżyłem jak wyjechała przez niego, wytrzymałem nawet bez zbliżania się do niej, kiedy Zack mi groził, ale teraz jest inaczej, bo wszystko zaczęło się układać. Pozbyłem się Williamsa, ale straciłem ją, a ostrzegała, że jeśli wezmę udział to widzę ją po raz ostatni. Jestem idiotą.
-Nie jesteś. –Wyszeptała. –Kochasz ją prawdziwie i wszystkie działania, jakich się podjąłeś miały na celu ochronę Ness, dlatego ona na pewno to zrozumie, ale postaw się też w jej sytuacji… Boi się, że coś może ci się stać.
-Jestem dorosły i…
-Ona też, a boisz się o nią.
-Bo ją kocham… -Wytłumaczyłem szybko. –Och… -Westchnąłem niemalże od razu, kiedy dotarł do mnie sens naszej rozmowy.
Nessela bała się, że coś może mi się stać, ponieważ mnie kochała w taki sam sposób jak ja kochałem ją. A miłość przecież na tym właśnie polega – na troszczeniu się o drugą osobę, na chęci zapewnienia jej bezpieczeństwa za wszelką cenę nawet, jeśli tą ceną byłoby oddanie życia. Bo miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, to całkowite podporządkowanie się tej drugiej osobie i robienie rzeczy, które niekoniecznie muszą nam się podobać, ale liczy się tylko to, że wywołują uśmiech na twarzy tej wyjątkowej osoby.
-Muszę z nią porozmawiać, Nat. Nie wiem, jak ale muszę to zrobić.
-Znajdziemy sposób.- Pocieszyła mnie brunetka, gładząc po policzku. –Ale musisz mi obiecać, że przestaniesz z piciem, bo moja córka nie może mieć chrzestnego alkoholika. –Uśmiechnąłem się lekko, ponieważ to była najlepsza wiadomość od miesiąca.
Cieszyłem się, że znowu zostanę wujkiem, ale największą radość sprawił mi fakt, że Natalie wybrała właśnie mnie na ojca chrzestnego, a nie Michaela. Znowu miałem powód, żeby czuć się lepiej od mojego starszego brata – miliardera. Byłem, jestem i zawsze będę od niego lepszy.
-Obiecaj mi. –Naciskała młoda kobieta, na co wywróciłem oczami.
-Masz… -Zacząłem, ale nie dokończyłem tej myśli, ponieważ zaraz w mojej głowie zabrzmiały słowa Donavan. –Nat, ja zawsze łamię obietnice. –Brązowooka zmarszczyła brwi. –Ness tak zawsze mówiła, kiedy zachowałem się jak złamas.
-Nie jesteś złamasem.
-Jestem. –Wzruszyłem barkami obojętnie, a potem wstałem. –Leć się przebrać, mamy jeszcze trochę miejsc na twojej liście. –Uśmiechnąłem się lekko, mimo że z przymusu, ale nie chciałem, żeby Natalie mnie dalej podnosiła na duchu, bo przez to czułem się jeszcze gorzej.
-Daj mi minutkę. –Pokiwałem pionowo głową, a potem znów usiadłem na sofie, ale wyjąłem z kieszeni moją komórkę i po raz enty wybrałem kontakt Ness, ale standardowo odpowiedziała mi sekretarka: „Abonament ma wyłączony telefon.” Jak dla mnie było to jednoznaczne z „Zjebałeś sprawę głupi kutasie, więc teraz nie masz co liczyć na cud”.
Nat wyszła po nieco dłuższym czasie niż sześćdziesiąt sekund, ale nie miałem z tym problemu, bo od razu poszliśmy do samochodu, a ona obrała kierunek na restaurację tego jej genialnego kucharza.
Harry był wysokim i umięśnionym brunetem o zielonych oczach, który cały czas się szczerzył, dlatego musiałem walczyć sam za sobą z nieodpartą chęcią wpakowania mu pięści w twarz i zapytania z sarkazmem: Dalej ci do śmiechu, chuju?  
-Natalie, wyglądasz zjawiskowo. –Powiedział przytulając moją siostrę i całując jej policzek.
-Ciebie też miło widzieć. Poznaj proszę mojego brata, Zayna.
-Och, znam go. –Zmarszczyłem brwi. Niby skąd ten cieć mnie kojarzy?! –Marisa za każdym razem wyklinała cie, kiedy przychodziły z Ness na moje lekcje.
-Gdzie jest Ness? –Warknąłem i w błyskawicznym tempie łapiąc za jego czarny fartuch, a następnie przypierając go do ściany. –Gadaj, bo…
-Zayn, uspokój się!  -Natalie z trudem, ale jednak mnie odciągnęła.
Czułem się jak gówno. Nie potrafiłem nad sobą zapanować, ale prawdziwy szał dopadał mnie w chwili, kiedy ktoś wypowiadał imię Nesselii. Mógłbym nawet zabić taką osobę, bo, po jaką cholerę o niej mówią, skoro nie wiedzą, dokąd uciekła?!
-Nie wiem, gdzie jest twoja dziewczyna…
-To, po chuj o niej mówisz? –Warknąłem poprawiając czarną koszulkę, a potem wychodząc na zewnątrz, aby zapalić.
Od miesiąca paliłem nałogowo po kilka paczek dziennie. Żyłem w nałogach – piłem i paliłem, i nie potrzebowałem niczego innego. To mnie w pewnym sensie uspokajało, pozwalało oderwać myśli od Ness, której powodu wyjazdu nie potrafiłem sobie wyjaśnić. Nie wierzę, że odeszła tylko przez Race Of The Death – wiem, że obiecywała to zrobić, ale… Ona taka nie jest – znam ją lepiej niż samego siebie. Nie odeszła przez wyścig, ale w takim razie, co było przyczyną? Musiałem to jak najszybciej rozwikłać, ponieważ niszczyło mnie to psychicznie.
Całą moją refleksję przerwał mój pieprzony telefon, na który mimo moich żmudnych nadziei wcale nie dzwoniła Donavan.
-Czego chcesz, Ally? –Mruknąłem od niechcenia, biorąc kolejnego bucha.
-Chciałabym, żebyś przyjechał omówić ze mną sprawę twojego domu. –Oznajmiła z radością.
-Nie mam czasu.
-Wiem, że Ness cie zostawiła, ale to nie jest powód, żeby się obrażać na cały świat, Zayn. –Wywróciłem oczami.
Co ona, do diabła mogła wiedzieć o mnie i Ness?! Allison nie miała bladego pojęcia, co nas łączyło. Ona była w stu procentach przekonana, że zna mnie na wylot, bo kiedyś w bardzo dawnej przeszłości coś nas łączyło… Coś, co nic dla mnie nie znaczyło… Coś, co było tylko dziecinną zabawą – chciałem najzwyczajniej w świecie mieć kogoś do przytulania, a że ona była pod ręką i była moją przyjaciółką, świetnie się nadawała do wypełnienia tego nieznanego mi uczucia pustki. Ally nie była pieprzonym ekspertem, nie wiedziała nic o mnie i moich sekretach. Ona nie była Nesselą i nigdy nią nie będzie, mimo prób i chęci.
-Pomagam Natalie w organizacji jej ślubu, więc nie mam czasu na rozmowy o tej pieprzonej willi. –Warknąłem, po czym się rozłączyłem i schowałem komórkę do kieszeni spodni.
Nie chciałem już tego domu, a wręcz go nienawidziłem. Kupiłem działkę tylko po to, żeby zbudować dom dla mnie, Ness i Darcey… Dom dla mojej rodziny, ale wszystko szlag trafił, bo uciekła. Ally miała zająć się projektami oraz pilnować, aby prace budowlane posuwały się na przód i przebiegały perfekcyjnie, ale już nie potrzebuję tego domu! Nienawidzę go z całego serca i nie chcę, żeby jego budowa została skończona. Nie miałem już mojego domu, nie miałem już dokąd wracać. Nie miałem mojego szczęścia, bo zastąpiło je uczucie pustki. Zgubiłem się i nie miałem już pomysłu na powrót. Utknąłem w miejscu, gdzie było ciemno, pusto, zimno i przerażająco cicho. Utknąłem w miejscu pomiędzy nocnymi koszmarami, a marzeniami, które zgubiłem.
-Jak się czujesz nie mając już nic? –Od niechcenia przekręciłem głowę w prawo, gdzie stał ten palant Zack.
-Po co tutaj przyszedłeś? –Zapytałem, mimo że nawet nie miałem na to ochoty.
-Och, to proste, chciałem zobaczyć jak sobie radzisz po jej odejściu. –Wzruszył barkami, a potem usadowił się na barierce i wyjął szluga, którego zapalił.
-Odpieprz się, okay? –Powiedziałem o dziwo bardzo spokojnie. –Czego ty jeszcze chcesz, Zack? Zrobiłem to, czego chciałeś, więc…
-Wyluzuj, Malik. –Zatrzymał mnie gestem dłoni. –Wygrałeś Race Of The Death z pomocą swojego rąbniętego kuzyna, dlatego jak obiecałem wystawię ci Maxa.
-Mam w dupie tego dzieciaka. –Brązowe brwi Williamsa zmarszczyły się ze zdziwienia. –To było dawno temu.
-Gość zabił twoją siostrę. –Wzruszyłem barkami.
Miał rację – Max zabił Mię, ale rację miała też Ness mówiąc mi, że nigdy nie będę szczęśliwy, jeśli będę rozpamiętywał stare błędy. Nie naprawię przeszłości – bo tak, mógłbym pobić Maxa i wyładować całe swoje rozgoryczenie oraz ból po stracie siostry, ale to nie przywróci życia Mii. Dlatego nie chciałem już się mścić na Dawsonie – byłem ponad to. Wiem, że moja siostra by tego nie chciała – wbrew pozorom Mia go kochała, czy mi się to podobało czy nie. To był zwykły wypadek i byłem przekonany, że on też nie mógł się z tym pogodzić dokładnie tak jak ja i właśnie, dlatego wyjechał – Max potrzebował zmiany otoczenia.
-Mia, mówi ci coś to imię? –Zack był co najmniej wkurzony, dlatego przytaknąłem kilka razy. –Kim była?
-Moją siostrą, co to ma do rzeczy?
-Umarła, bo ten kutas ją zabił, a ty mu tak zwyczajnie odpuszczasz?!
-To był zwykły wypadek i mógł się przytrafić każdemu, Zack. –Powtórzyłem słowa, które jakiś czas temu powiedziała mi moja dziewczyna z tym wyjątkiem, że na końcu powiedziałem Zack, a nie Zayn.
-Ja cie nie rozumiem, Malik.
-Nie ty jedyny. –Westchnąłem wypuszczając ustami biały dym.
-Zayn?! –Nagle na dwór wybiegła przerażona Natalie. –Co on, do diabła tutaj robi?! –Wrzasnęła na mnie, dlatego wzruszyłem ramionami z niewiedzy. Sam nie wiedziałem, czego chciał Williams. –Znowu idziesz z nim na jakieś chore układy?!
-Twój braciszek wmawia mi, że nie chce mścić się na Maxie Dawsonie. –Brązowe oczęta Nat dokładnie mnie zbadały, dlatego spuściłem głowę.
-I nie potrafisz tego pojąć, gnojku?! –Ryknęła sfrustrowana. –Mam ci to może przeliterować, Zack?! Zayn dorósł, dlatego odpieprz się od niego! –Dwudziestoczterolatka pchnęła go, dlatego szybko zareagowałem odciągając ją do tyłu i zasłaniając własnym ciałem – jeszcze tego brakuje, żeby mojej siostrzenicy coś się stało, bo jej matka nad sobą nie potrafi zapanować i prowokuje największego skurwiela w Londynie.
-Zrób to jeszcze raz…
-Odpierdol się, Zack. –Warknąłem prawdziwie wściekły. –Dotknij Nat, a obiecuję, że cie zabije.
-Zauważyłeś, że nigdy nie dotrzymujesz obietnic? –Zazgrzytałem zębami, nawet niech nie próbuje poruszać tego tematu. –Przyrzekałeś, że jeśli tknę Ness to mnie zabijesz, ale… Heej, nadal tutaj jestem. –Zacisnąłem dłonie w pięści z furii. –Całowałem ją, przytulałem, kiedy ty zachowywałeś się jak kutas i nadal stoję… -Uderzyłem go. Wymierzyłem mu bombę prosto w nos, a on zachwiał się do tyłu i upadł na ziemię. Spadł z tej pieprzonej barierki, a ja poczułem się nieco lepiej.
-Nie prowokuj mnie, sukinsynu. –Warknąłem patrząc jak się podnosi.
-Zayn, chodźmy. –Brunetka złapała za moją dłoń i rozprostowała moje palce, co przyszło jej z trudem, a potem pociągnęła mnie za rękę w stronę swojego samochodu.
Siedząc już w fotelu pasażera zakryłem twarz dłońmi. Nie umiem bez niej żyć, do diabła! Więc jak mam sobie radzić?!
-Znajdziesz ją. –Pokiwałem przecząco głową. Nie dam rady. Ostatnim razem szukałem jej trzy lata, kiedy uciekła przez Louisa, a teraz uciekła przede mną, więc nie mam żadnych szans. –Jesteś Malik, a to nazwisko do czegoś zobowiązuje, braciszku. –Powiedziała dotykając mojego uda. –Jeśli naprawdę ją kochasz to znajdziesz drogę nawet, jeśli ta prowadzi przez piekło.
-Co ty na studiach psychologicznych byłaś, czy jak? –Zapytałem zdezorientowany.
Natalie była prawdopodobnie jedyną osobą – poza Ness, oczywiście – która potrafiła mi tak doskonale doradzić, kiedy stałem na rozwidleniu dróg lub, kiedy nie miałem, żadnego pomysłu na życie.
-Właściwie to… Tak. –Oznajmiła nieśmiało wzruszając ramionami. –Zaczęłam pracę u twojej sąsiadki, bo chcę otworzyć własny gabinet, a nie chcę sępić u Toma. –Uniosłem brwi.
-Jesteś porąbana, Nat.
-Wiesz, bo dłuższej obserwacji stwierdzam, że u nas to rodzinne. Cała nasza trójka jest zdrowo kopnięta… No, bo zobacz… Mike ma te swoje zastrzeżenia i nie potrafi sobie znaleźć dziewczyny, mało tego cały czas dowartościowuje się poniżając ciebie. Ty jesteś psychopatą i w sumie samobójcą, bo podejmujesz się takich rzeczy, jakbyś był niezniszczalny, co jest absurdem. Ja zawsze będę stała murem za tobą i Michaelem, bo jesteście moimi braćmi i jestem gotowa nawet przejść piekło. Mia też była rąbnięta… -Zaśmiałem się krótko pod nosem. –Kto, do diabła farbuje włosy na wściekło czerwone?!
-Ness powiedziałaby, że jesteśmy wyjątkowi.
-Ona we wszystkim potrafi dopatrzeć się dobra. –Pokiwałem pionowo głową na potwierdzenie jej słów. –Okay, zostały nam jeszcze zaproszenia, a potem jedziemy do Daisy.
-Nie mam ochoty jeść. –Burknąłem pod nosem niczym obrażony smarkacz… Przecież właśnie nim byłem.
-Ale ja jestem głodna, bo jestem w ciąży, jakbyś nie zauważył. –Dodała z przekąsem Natalie, na co wywróciłem oczami.
-Myślałem, że zajadasz stres przez ślubem. –Odgryzłem się.
-Nie prowokuj mnie, Zayn. Twoje humorki są gorsze niż u kobiety w ciąży. Raz jesteś obrażony na cały świat i zapijasz swoje smutki w alkoholu, za chwilę pokazujesz jak bardzo jesteś pokorny względem Maxa, potem wygrażasz, że zabijesz Zacka, a teraz kolejny raz włącza ci się opcja dupek. –Pokiwałem głową na boki nie wiedząc już, co mam jej odpowiedzieć.
Miałem wyjść na mięczaka i powiedzieć, że się gubię? Mam dwadzieścia dwa lata, nie wiem ile razy już ryzykowałem swoim życiem dla dobra moich bliskich, miałem wspaniałą kobietę, którą kocham całym sercem, mogłem mieć dziecko, ale wolałem strzelać fochy, bo nie chciałem iść na pieprzone łyżwy z Ness… Spieprzyłem sprawę… ZNOWU.
Nat tak jak zapowiedziała zaparkowała przed jakimś budynkiem, do którego rzecz jasna musiałem obowiązkowo wejść razem z nią.
W środku było… Jak w biurowcu.
-Natalie, kochanie świetnie wyglądasz. Ciąża ci służy! –Wykrzyknęła radośnie jakaś blondynka. –A kim jest ten przystojniaczek? –Kiwnęła na mnie głową, dlatego też kolejny raz przewróciłem oczami. Płytkie babsko, a gdybym miał pryszcze na twarzy to pewnie nie zwróciłaby na mnie uwagi. Phi!
-Katie, to mój młodszy brat Zayn. Zayn to właśnie organizatorka mojego ślubu i wesela.
-Mało mnie to obchodzi, Nat.
-Przepraszam za niego, ostatnio ma podły humor.
-Od miesiąca. –Poprawiłem dwudziestoczterolatkę. –Od chwili, kiedy moja dziewczyna wyjechała nie mówiąc dokąd.       
-W takim razie zapraszam cie na drinka. –Zaproponowała z uśmiechem Katie, na co uniosłem brwi.
-Zayn jest abstynentem.
-Tsa, odstawiam tępe zdziry już od pół roku. –Powiedziałem dumny z samego siebie, na co blondynka poczerwieniała ze złości. –To wielki postęp, bo kiedyś prowadziłem dziennik, w którym zapisywałem swoje podboje łóżkowe.
-Myślałam, że Mike sobie żartował… –Ożywiła się nagle brunetka, na co pokręciłem przecząco głową. –Jesteś świnią. Jeszcze powiedz mi, że zapisałeś tam Ness!
-Zrobiłem to, ale tylko po to, żeby ze mną zerwała. –Natalie już miała na mnie nawrzeszczeć, ale nie zrobiła tego, jakby przypomniała sobie bardzo istotną kwestię.
-Och, no tak… Zack. –Ze zmarszczonym nosem przytaknąłem. –Twoje życie jest popieprzone.
-Powiedz mi coś, czego nie wiem, Nat. –Uśmiechnąłem się lekko. –Mam ochotę na kawę, dlatego pośpiesz się.
-Zrzęda. –Mruknęła mierzwiąc moje włosy ręką, a potem pociągnęła mnie na sofę, gdzie ta cała Katie rozłożyła cztery duże albumy z zaproszeniami.
Siedziałem jak skończony idiota – kolejny już raz tego dnia – i czekałem, aż wreszcie któraś z nich wybierze jakieś zaproszenie i będziemy mogli jechać z Nat dalej, ale na razie się na to nie zanosiło, w końcu minęło już półtorej godziny.
-Wybierz coś wreszcie, bo się tu zestarzeję. –Jęknąłem błagalnie w kierunku siostry, która ciągle przeglądała album numer trzy, a został jeszcze jeden!
-To trudne, zobacz ile tutaj jest pięknych zaproszeń! –Zawołała oburzona ku zadowoleniu Katie, która cały czas posyłała mi zadziorne uśmieszki.
-Są brzydkie, ładne jest te. –Wskazałem na kartkę z albumu numer cztery, który z nudów zacząłem przeglądać. –Bierz i zamawiaj te. –Warknąłem w kierunku blondynki, która przyglądała nam się z uwagą. –A ty chodź, bo przez te twoje „zadania na dziś” zgłodniałem. –Mruknąłem niezadowolony do Natalie.
-Boże, jaki ty jesteś marudny. Potrzebujesz dziewczyny.
-Mam dziewczynę, idiotko! –Uniosłem się w stronę Katie. –Wychodzimy, Nat. –Warknąłem szarpiąc za nadgarstek siostry i wyprowadzając ją z tego popieprzonego biura. –Daj kluczyki.
-Nie będziesz prowadził mojego samochodu, bo jesteś wściekły i nie do końca trzeźwy, po za tym jestem ciąży.
-To twoja wymówka na wszystko. –Podsumowałem siadając niezadowolony na miejscu pasażera.
-Przyzwyczaj się, bo kiedyś twoja dziewczyna też będzie miała takie wymówki. –Odgryzła się, a potem w ciszy jechała w stronę Daisy. Z radia leciała jakaś smętna piosenka, a jeśli wierzyć temu ustrojstwu był to Passenger i Let her go.
-To chyba jakieś jaja. –Burknąłem cicho, ku radosnemu chichotowi siostry.
Pojmujesz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść… Kochałeś ją zbyt mocno, bo bez reszty oddałeś się miłości…
Po upływie dziesięciu góra piętnastu minut brunetka zatrzymała swój wóz na parkingu kawiarni, do której weszliśmy. Byłoby to dla mnie zdziwieniem, gdyby było tutaj mało ludzi zwłaszcza o piątej po południu. Nie zwlekając podszedłem do kontuaru, za którym stała Marisa omijając dość długą kolejkę.
-Siema, Parker. –Wysiliłem się na uśmiech.
-Och, ty żyjesz! –Wykrzyknęła przejęta Latynoska. –Całe szczęście. –Dodała ciszej.
-Ciebie też miło widzieć, zwłaszcza po tym, jak sprzedałaś mi kolano. –Warknąłem przypominając sobie tą dziwną sytuację, kiedy przyjechałem do jej domu, aby zapytać czy jest może Ness, a ona kopnęła mnie prosto w krocze.
-Zasłużyłeś sobie. –Wycedziła przez zaciśnięte zęby, wskazując na mnie palcem.
-Daj mi jedno latte i espresso, wariatko.
-Robię to tylko, dlatego że twoja siostra jest w ciąży. –Przewróciłem oczami. –Po tym, co robiłeś powinieneś mieć tutaj zakaz wstępu! –Zawołała pełna złości.
-A co zrobiłem?! Możesz mi wyjaśnić?!
-O ty już dobrze wiesz, złamasie!
-Czemu, do diabła mnie nienawidzisz, Marisa? –Zapytałem spokojnie, bo gdybym zaczął po niej krzyczeć, to ona zrobiłaby to samo i prawdopodobnie jej szef wyrzuciłby nas oboje.
-Bo skrzywdziłeś moją przyjaciółkę, Zayn i nie wybaczę ci tego nigdy.
-Jeśli wiesz, gdzie jest Ness…
-Zapomnij. –Przerwała kładąc przede mną dwie szklanki. –Dwadzieścia funtów.
-Żarty sobie ze mnie robisz?
-Zasłużyłam na napiwek. –Uśmiechnęła się sztucznie dziewczyna Adama, na co westchnąłem, ale wręczyłem jej ten cholerny banknot, a potem zabrałem gorące napoje i poszedłem do stolika, który zajęła Natalie.
-Woah, niezły z was duecik.
-Daj spokój, to istna wariatka. Nie wiem, jak Adam może z nią wytrzymać. –Pokręciłem głową z niedowierzania na boki.
-Cześć, piękna! –Usłyszeliśmy głośny okrzyk radości Parker, dlatego z zaciekawieniem przeniosłem na nią swój wzrok. –Tak, przyjadę za tydzień… Chodzi wkurwiony na cały świat, ale nie powiedziałam…
-Czy ona…? –Zaczęła moja siostra, ale nie słuchałem jej, bo bez zastanowienia wyrwałem tablet siedzącej przy sąsiednim stoliku nastolatki, która nie kryła swojego oburzenia, co miałem głęboko w dupie. Włamałem się za pomocą urządzenia do telefonu Marisy, co o dziwo wcale nie było takie trudne, bo nie miała żadnego hasła zabezpieczającego.
-Daj mi długopis, Nat. –Powiedziałem poruszony, a dwudziestoczterolatka podała mi pisak, którym na serwetce nabazgrałem numer. Wpisałem go w dokładnie tą samą bazę, którą wykorzystuje NASA i którą ja wykorzystałem ostatnio, kiedy Ness oddawała się popijawie w Plum. –Ta dziewczyna chyba zwariowała do reszty… -Westchnąłem przykładając czołem w blat stołu.
-Znalazłeś ją? –Dopytywała Nat, dlatego zgodnie z prawdą przytaknąłem. –No i gdzie jest?
-W pieprzonym Madrycie… 
_______________________________
 Skończyłam ten rozdział dopiero wczoraj, ale jestem z niego dumna... A piosenkę w tle po prostu ubóstwiam!
Dziękuję wam za te pięć komentarzy pod ostatnim rozdziałem - jesteście kochane. Boli mnie - i też cholernie wkurwia - fakt, że kiedy miałam tą przerwę w październiku potrafiliście komentować i wypytawać "kiedy następy?", a kiedy ten już się pojawił to komentuje tylko 5 osób... Nie to, że jestem niewdzięczna, czy coś po prostu tego nie rozumiem - możliwe, że to dlatego, bo jestem blond, ale... To nie jest wina mojego koloru włosów!! 
Tak, czy inaczej w zakładce "Bohaterowie" macie już postać Clary (nowej znajomej Matta) oraz Ally (przyjaciółki Zayna). 
Miłej niedzieli ;**

8 komentarzy:

  1. Boże to jest piękne! Biedny Zay. Musi znaleść Ness. Ten cały Zack to bardzo wkurwiająca osoba. Widać że cieszy go jak ktoś cierpi. I zdziwiło mnie zachowanie Marisy. Zawsze uważałam że jast taka miła i lubi Malika. Ale cóż ... można się mylić. Od początku rozdziału myślałam że Ness uciekła do włoch do Federico. Malik musisz spiąć dupę i o ną walczyć!
    A co do komentarzy to fakt jest to wkurzające nawet z mojego punktu widzenia. Ale pod innym opowiadaniem widziałam komentarze 'kiedy do cholery następny rozdział?' Więc cóż jeszcze mówić.
    Moja przyjaciółka też uwielbia tę piosenkę.
    + dziękuję za dedykację i życzę weny bo wspaniale piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. O boziuuu cudo *_*

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę naxt od wczoraj czytam to jest zajebisty fanfic chce wiedzieć co się stanie z dalszymi losami Zayna i Nessy jak Dercey

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za dedykacje :**** rozdział jak zwykle cudowny :*** już się nie mogę doczekać nexta <3 Olls :***

    OdpowiedzUsuń
  5. dziękuję za dedykację i kolejny super rozdział. :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem pod wrażeniem, ponieważ bardzo pilnujesz interpunkcji. Nie dostrzegłam rażących się błędów. Do tego fabuła jest ciekawie prowadzona.
    Minusem są zapisy dialogów. Są one błędne i dobrze by było gdybyś zwróciła na to uwagę :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam do mnie obiecuje że zaciekawi:
    http://little-things-forever-young.blogspot.com/?m=1
    13-letnia Ness zoztaje adoptowana przez one direction lecz nie wie ze nie tylko z dobrego serca

    OdpowiedzUsuń

Komentarz = Motywacja