wtorek, 14 kwietnia 2015

29. Bright




Bezbarwnie. Beznamiętnie. Bez ciebie.”


Ness

Od tygodnia jest już Nowy Rok, a ja nie mam kontaktu z Zaynem. Chyba naprawdę spodobało mu się w Vegas, skoro nie obiera telefonu i nie dzwoni. Zresztą z Tomlinsonem jest podobnie – dzwoniłam do niego, aby się czegoś dowiedzieć, ale nadaremno. Martwiłam się oraz… Bałam. Mówił przecież, że mnie nie zostawi.
Popadam w paranoje, obłęd. W mojej głowie pojawiają się najczarniejsze scenariusze zaczynając od zdrady, a kończąc na poważnym wypadku. Cały czas siedziałam jak na szpilkach. Nawet w głupiego Sylwestra nie mogłam w spokoju upić się oraz wyluzować jak normalna dziewiętnastolatka… Co prawda nie byłam ani trochę normalna, ale chciałam tego dnia tak się poczuć, tyle że nie mogłam. W mojej głowie cały czas siedział Zayn i jego uśmiechnięta twarz. Gdzie on do cholery się podziewa i dlaczego nie ma go ze mną?!
Wracałam z lodowiska po skończonym treningu. Nie potrafiłam się skupić na prostych rzeczach, dlatego mama kazała mi wracać zanim zrobię sobie krzywdę. Wariowałam, to było pewne, bo nawet Adam to zauważył i zakazywał przechodzić z Darcey przez ulicę – co było trudne, bo mieszkamy w cholernym zatłoczonym mieście!
Nagle przede mną zatrzymał się z piskiem czarny Nissan, którym miałam okazję już jechać.
Cholera, faktycznie jest ze mną źle… Właśnie wpadłam pod koła rozpędzonego samochodu. Serce wali mi jak oszalałe, a dłonie zaczęły się pocić.
-Jezu, Ness nic ci nie jest?! – Z wozu wyskoczył ciemny blondyn, który złapał za moje ramiona i mocno mną potrząsnął, tym samym wybudzając z tego dziwnego transu. Pokiwałam szybko głową, aby się otrząsnąć i dopiero spojrzałam na przerażonego Liama.
-Gdzie on jest?
-Kto, Louis? – Zapytał nieźle zmieszany. Zaraz obok niego stanęła Danielle, która patrzyła na mnie ze smutkiem oraz… Wrogością? Co ja jej, do cholery znowu zrobiłam?!
-Odpuść go sobie, zanim oboje na tym stracicie.
-Zapytam jeszcze raz. Gdzie on jest? – Wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
Byłam zła. Chociaż nie, to zbyt łagodnie powiedziane. Byłam naprawdę wściekła, a jedyne osoby, które mogły mi teraz udzielić istotnych informacji na temat mojego chłopaka, nie chcą współpracować.
-O kim wy mówicie, o Tomlinsonie? – Wzrok Payne’ a balansował co chwila pomiędzy mną, a jego dziewczyną. –Czuję się jakbyście mnie wciągały to innego wymiaru... – Mruknął zrezygnowany i zakrył sobie twarz dłońmi, głośno wzdychając. –Jesteście porąbane. – Pokręcił z dezaprobatą głową. –Kim jest on?
-Zayn.
-Daj mu spokój, Ness. – Warknęła Olson, a ja otworzyłam usta z tego szoku. Zwariowała?!
-Powiesz mi gdzie jest Zayn, czy nie?
-Nie.
-W takim razie nigdy więcej się do mnie nie odzywaj! – Wykrzyknęłam jej prosto w twarz. Chciałam odejść, ale jej chłopak mi nie pozwolił. –Czego ty jeszcze chcesz, Liam?! Też zamierzasz mi prawić morale?! Jeśli tak, to sobie daruj! Wbrew pozorom, ja też zasługuję na odrobinę szczęścia, jaką daje mi Zayn!
-Zawiozę cie do niego.
-Co?! – Wrzasnęłyśmy w tym samym momencie.
Po raz pierwszy od kilkunastu dni prawdziwie się uśmiechnęłam.
-Nie możesz, obiecałeś mu, że…
-Ty im obiecałaś, Dani! Ja niczego nie przyrzekałem. Ness, do auta. – Niczym mała podekscytowana dziewczynka usadowiłam się na tylnim siedzeniu i czekałam, aż Payne razem z Danielle również zajmą swoje miejsca. Kłócili się bardzo długo. Wreszcie do auta wrócił tylko dwudziestodwulatek i głośno westchnął. –Siadaj z przodu, Dani wraca do domu na piechotę. – Westchnął, przeczesując dłonią włosy. Ostrożnie przeszłam na miejsce obok niego, a kiedy zobaczył, że siedzę spokojnie – uruchomił silnik i ruszył w nieznanym mi kierunku.
-Nie są w Vegas? – Spojrzałam na niego ze zmarszczonymi brwiami.
Mężczyzna był naprawdę skupiony na drodze i prawie wcale nie mrugał powiekami.
-Nie byliśmy w Vegas.
-Dlaczego? Zayn mówił, że…
-Małe komplikacje, Ness. On ci wszystko wyjaśni. – Przytaknęłam, a później już wcale nie rozmawialiśmy.
Po trzydziestu minutach wreszcie zatrzymaliśmy się przed…
-Co Zayn, do cholery robi w więzieniu?! – Krzyknęłam spanikowana.
-Chodź. – Wyciągnął mnie z Nissana, a później zaprowadził do budynku.
Porozmawiał z jakimś policjantem  - nie wiem o czym, ponieważ nie mogłam się na niczym skupić – by za chwilę wepchnąć mnie do jakiegoś pokoju ze stołami i krzesłami, gdzie siedziało kilka osób pogrążonych w rozmowie.
-Proszę tędy. – Mężczyzna w mundurze zaprowadził mnie do blatu przy oknie, w którym były kraty. Było na całe szczęście uchylone i dostarczało mi świeżego powietrza, tym samym chroniąc mnie od omdlenia. Chryste, jak tutaj duszno! Za szybą był całkiem ładny widok na park oraz słychać było śpiew ptaków. To takie sprzeczne – jestem w więzieniu i słucham ćwierkania ptaków. Popieprzona sprawa.
-Co tu robisz? – Usłyszałam złowrogi ton, dlatego szybko odwróciłam się.
Przede mną stał wysoki mulat w pomarańczowym kombinezonie. Jego włosy były w nieładzie, a oczy pozbawione wyrazu, ale mimo wszystko wyglądał niczym model z okładki jakiegoś magazynu. Za Zaynem stał policjant, który go przyprowadził do mnie. Nie czekając ani chwili dłużej przyległam do niego ciałem, mocno obejmując w pasie. Przez chwilę stał nieruchomy, jednak szybko oplótł mnie swoimi silnymi ramionami, które dają mi poczucie bezpieczeństwa. Mięśnie Malika rozluźniły się, a kilka sekund później poczułam jego usta na czubku głowy.
-Skąd?
-Liam mnie przywiózł. – Mruknęłam w jego tors, starając się jeszcze bardziej zmniejszyć odległość między nami. –Co tu robisz?
-Siądźmy. – Odsunął się ode mnie, a później zajął jedno z krzeseł. Westchnęłam i uczyniłam to samo. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było złapanie go za dłoń. –Liam będzie cie pilnował. – Wywróciłam oczami.
Nie jestem smarkulą! Nie potrzebuję opieki dorosłego, tylko odpowiedzi!
-Jak długo tutaj jesteś i gdzie Louis? Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał, tak jak Matt.
-Weston wie, że skopiowałem dane i próbowałem dowiedzieć się co knuje.
-Zrobiłeś, co?! – Uniosłam się, na co dwudziestojednolatek wzruszył ramionami. –Zgłupiałeś, Zayn?
-Groził, że cie skrzywdzi, musiałem mieć na niego haka. – Zakryłam twarz dłońmi, którymi później przeczesałam włosy. Przyglądałam mu się, kręcą głową z niedowierzania na boki, a ręce opierając na karku. Ten mężczyzna całkowicie oszalał. Zayn postradał zmysły i wcale nie musiałam być lekarzem, aby to stwierdzić.
To zaszło za daleko, ta paranoja związana z Jasonem. Nie mogę tak żyć. Nie chcę czuć strachu, że coś może grozić mi, Darcey, Zaynowi i reszcie moich znajomych oraz rodzinie. Nie potrafię…
-Powiedz coś, Blondyneczko. – Złapał za moją rękę, którą przysunął do swoich ust po czym ucałował każdy knykieć. Zagryzłam dolną wargę z braku pomysłu. Co miałam mu w tej chwili powiedzieć? Co obiecać? Czego ode mnie oczekiwał w obecnej sytuacji? –Ness, proszę powiedz coś.
-Jak mam ci pomóc? – Zmarszczył na chwilę brwi ze zdziwienia. –Kiedy macie rozprawę? Macie adwokata?
-Wkrótce, a prawnik…  -Zaśmiał się kpiąco. –Naprawdę o to zapytałaś? Weston ma wszędzie wtyki, nikt nam nie pomoże.
-Załatwię ci najlepszego adwokata na świecie. Porozmawiam z ojcem... – Pokiwał przecząco głową. Nie rozumiem go. –Chcę żebyś znowu do mnie przychodził. – Jęknęłam smutna.
-Wiem. – Potarł kciukiem moją brodę. –Nie mogę cie prosić o pomoc.
-Koniec widzenia. – Obok przystał gliniarz, który szarpnął mojego Malika, na co mulat warknął.
-Trzymaj się, Maleńka. – Szybko cmoknął mnie w usta, a następnie został wyprowadzony. –Nie mieszaj się to tego. – Oznajmił jeszcze, nim strażnik wyprowadził go z pokoju.
Stałam skamieniała odprowadzając wzrokiem mojego chłopaka do czasu, aż ten palant – policjant, który nam przeszkodził i rozdzielił – nie wrócił.
-Proszę wyjść. – Blondyn wskazał na drzwi, za którymi czekał Liam.
-Zaczekaj. – Złapałam go za bark, a mężczyzna przyjrzał mi się spod zmarszczonych brwi.-Muszę porozmawiać jeszcze z Louisem.
-To wykluczone.
-Muszę mu pomóc. – Jęknęłam zniecierpliwiona. –Proszę. – Delikatnie wydęłam dolną wargę i zatrzepotałam rzęsami. Dwudziestoparolatek wywrócił oczami oraz głośno westchnął.
-Poczekaj tutaj, zaraz wrócę, dobra? – Z szerokim uśmiechem przytaknęłam.
Wróciłam na swoje poprzednie miejsce, po czym zaczęłam nerwowo stukać palcami w powierzchnię stołu czekając na Tomlinsona. Nie minęło nawet pięć minut, a przede mną pojawił się szatyn.
-Nessie... – Powiedział jakby z ulgą. –Co tutaj robisz? – Zapytał siadając naprzeciwko mnie.
-Jak mogę pomóc?
-Sam nie wiem, Nessie.- Wzruszył ramionami. –Malik podpadł Westonowi i, kurwa sam nie wiem co robić.
Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Był całkowicie bezbronny. To była zupełnie nieznana dla Louisa sytuacja, ponieważ zawsze wychodził z opresji cało i nigdy nie był w więzieniu tak długo, ponieważ przeważnie siedział czterdzieści osiem godzin za zakłócanie porządku. Przebywał w pace całe dwa tygodnie, to musiały być dla niego istne tortury.
-Zrobię wszystko. – Wyszczerzył na mnie oczy. –Chcecie prawnika to go załatwię, mam coś przynieść? Też to zrobię, tylko powiedz słowo, bo Zayn… - Jego szczęka się zacisnęła, zupełnie jak palce na brzegu blatu.
-Nie wiem co robić, Nessie. – Spuścił głowę i nią potrząsnął z braku pomysłu.
-Lou, błagam wymyśl coś. – Mruknęłam błagalnie, łapiąc za jego dłoń, którą ścisnęłam. Zdziwiony przeniósł na mnie swoje błękitne spojrzenie. Było inne niż do tej pory. Zazwyczaj patrzył na mnie wzrokiem niewyżytego seksualnie wariata, który chce się na mnie rzucić i przelecieć, a teraz… Był po prostu zagubiony.
-Kurwa, naprawdę nie wiem... – Przymknął mocno powieki jakby coś go bardzo mocno bolało. –Cholera… Może… Nie wiem, Nessie… Skontaktuj się z Michaelem?
-Kim jest Michael? – Zapytałam zaciekawiona.
-Starszym bratem Zayna. – Uniósł barki, aby po chwili je opuścić. –Nakreśl mu całą sytuację.
-Musimy już iść.
Cholerny blondas! Mogłabym go teraz uderzyć za kolejne przerywanie bardzo ważnej konferencji. Ja tutaj próbuję wyciągnąć z paki mojego obecnego i byłego faceta oraz Matta… No dobra, tą sierotę Stana też, niech stracę.
Mundurowy złapał Tomlinsona za ramiona i siłą próbował wyprowadzić, jednak dwudziestojednolatek zaparł się nogami jak małe dziecko. Zupełnie jak Darcey, gdy prowadzę ją do fryzjera. Cholerne podobieństwo!
-Rozprawa jest za trzy dni, w południe! – Zdążył wykrzyczeć.
Za trzy dni?! Przecież… Cholera jasna! Tak mało czasu! Szybko wybiegłam z pomieszczenia po drodze łapiąc za nadgarstek Liama.
-Co się dzieje?! – Zawołał zdezorientowany.
-Musisz… - Sapałam, jakbym niewiadomo co przed chwilą robiła. –Muszę… Znaleźć… Mich… Michaela. Zawieź mnie do domu. – Przytaknął i spełnił moją prośbę.
Po drodze opowiedziałam Payne’ owi o rozmowie z Louisem oraz jego planie. Dwudziestodwulatek zaoferował się pomóc, ale postanowił pojechać po Danielle. W tym czasie zadzwoniłam jeszcze do Adama, żeby na razie nie przyprowadzał Darcey, ponieważ źle się czuję, dlatego prześpię się, a córkę odbiorę wieczorem.
Siedziałam na sofie z laptopem i wpisałam w Google dwa interesujące mnie wyrazy: Michael Malik. Wyskoczyła mi strona jakiegoś imperium inżynieryjnego oraz zdjęcia młodego mężczyzny o ciemniejszej karnacji, krótkich kruczoczarnych włosach oraz niebieskich oczach. Był przystojny i jeśli wierzyć Internetowi ma dwadzieścia siedem lat. Byli do siebie cholernie podobni z Zaynem, tylko dlaczego mój chłopak nigdy o nim nie wspominał? Znalazłam też numer do firmy Michaela, dlatego niezwłocznie do niego zadzwoniłam.
-Malik Corporation, mówi Andrea. W czym mogę pomóc? – Po drugiej stronie usłyszałam przemiły głos jakiejś kobiety.
-Nessela Donavan, chciałaby porozmawiać z Michaelem.
-Przykro mi, ale pan Malik ma teraz bardzo ważne spotkanie. – Niee. Ja muszę pomóc Zaynowi!
-Przepraszam, chyba nie wyraziłam się dość jasno. Jestem Nessela Donavan prezes Donavan Industry, największej w Europie firmy architektonicznej, a jeśli mówię, że chcę porozmawiać z Michaelem to masz zapytać czy chwileczkę zaczekam, bo właśnie go prosisz! – Wypaliłam niczym regułkę tonem nieznoszącym sprzeciwu. Cholera zaraz mi serce wyskoczy z piersi.
-Proszę wybaczyć, zaraz poproszę pana prezesa. – Ooo miło słyszeć. 
Hahaha, nie mogę uwierzyć, że mi się udało! Jestem taka szczęśliwa, że pomogę mojemu Malikowi i znowu będę go miała dla siebie. To miłe uczucie wiedzieć, że on się tak o mnie troszczy, a ja chcę zrobić to samo. Martwię się o niego, przecież ludzie w związkach tak robią, prawda?
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, dlatego szybko poszłam otworzyć. Uśmiechnęłam się do Payne’ a, a z Danielle wymieniłam jedynie lodowate spojrzenia.
-Napijecie się czegoś? – Zapytałam zasłaniając dłonią słuchawkę.
-Herbaty – Przytaknęłam i poszłam do kuchni, a oni za mną. Wstawiłam wodę do czajnika oraz przygotowałam kubki z naparem.
-Przepraszam, że musiała pani tak długo czekać. Już daję pana prezesa.
-Witam, Michael Malik. Andrea mówiła, że dzwoni pani w interesach. – Woah, jego głos był taki męski i władczy.
-Tak, to bardzo ważne. Czy byłaby możliwość, żebyś przyjechał w Londynu?- Zalałam szklanki, a później ostrożnie podałam moim gościom napoje.
-Oczywiście, kiedy?
-Najlepiej jak najszybciej. Jutro?
-Och... – Mruknął. –Jutro niestety mam ważne spotkanie biznesowe, panno Donavan. – Nie rób mi tego! Twój brat potrzebuje pomocy!
-Obiecuję, że nie pożałujesz, Michael. Chcemy podpisać umowę z twoją firmą i stworzyć imperium na światową skalę!
-Na światową skalę, mówisz? – Mówię?! Jezu, ojciec mnie zabije, ale wcześniej zrobi to brat Zayna za to, że wciskam mu taką ściemę. –Spotkajmy się  jutro o dziewiątej w restauracji Rules.
-Okay. – Pisnęłam i szybko się rozłączyłam.
-Jakim cudem skontaktowałaś się z Michaelem? Dzwonimy od niego od czasu, kiedy chłopcy zostali zgarnięci przez gliny, a ty… - Zaczęła zbulwersowana Olson. –Każdego Malika potrafisz sobie owinąć wokół palca? – Jeśli miała w planach urażenie mnie, to powinna się cieszyć, bo właśnie jej się to udało!
-Jak możesz?! – Wrzasnęłam zła.
-Ja?! To ty bawisz się Zaynem, jakby był cholerną marionetką, a tak naprawdę kochasz Louisa! – Wrzeszczała wściekła.
-Kocham Zayna! Louis to zamknięty rozdział, idiotko! Jeśli masz mnie za dziwkę to opuść, proszę moje mieszkanie. – Warknęłam wściekła, krzyżując dłonie na piersi. –Co się z tobą dzieje, Dani?! Dlaczego robisz mi i Zaynowi wyrzuty?! Dlaczego zabraniasz nam szczęścia?!
-Bo was znam i nienależnie od decyzji, jakie podejmiecie któreś z was ucierpi! – Nawet nie wiem kiedy mulatka znalazła się obok i mocno mnie przytuliła. –Nie chcę, żebyście cierpieli. Wbrew pozorom cholernie mi na was zależy i chciałabym, żeby wam się udało, bo nikt nie zasługuje na szczęście tak jak ty czy Zayn. – Dwudziestodwulatka gładziła moje włosy, a ja powoli się uspakajałam. Potrzebowałam jej teraz. Potrzebowałam Danielle – Najlepszej Przyjaciółki, która będzie mnie wspierać.
~***~
Siedziałam w Rules od dobrych trzydziestu minut i czekałam na Michaela, który prawdopodobnie mnie wystawił. Wkurzona do granic możliwości stukałam jedynie palcami o blat, a w myślach mordowałam każdego gościa w tym cholernie ekskluzywnym lokalu. Niech go szlag!
-Przepraszam, poproszę rachunek. – Wycedziłam przez zaciśnięte zęby w stronę kelnera, który właśnie przechodził obok mnie.
-Oczywiście. – Posłał mi lekki uśmiech, którego mimo chęci nie potrafiłam odwzajemnić.
-Jesteś Nessela Donavan? – Uniosłam głowę do góry, aby zobaczyć osobę, która nade mną stała. Zazgrzytałam kłami, kiedy ujrzałam mężczyznę ze zdjęć, które przeglądałam wczorajszego popołudnia. –Wybacz, że się spóźniłem, miałem ważną spra… - Poinformował siadając, jednak nie pozwoliłam mu dokończyć, ponieważ emocje wzięły nade mną górę.
-Co może być ważniejsze od rodziny?! – Wrzasnęłam nie przejmując się resztą klientów.
-Chyba ci się coś pomyliło. – Pokiwał głową najwyraźniej rozbawiony. –Ja nie…
-Twój głupi brat ma kłopoty, a ty nawet nie raczysz odebrać od jego przyjaciół telefonu!
-Możesz się uspokoić? Ludzie się gapią. – Wściekły ścisnął za mój nadgarstek, dlatego moje usta opuściło syknięcie bólu. –Skąd znasz mojego brata?
-To mój chłopak. – Uniósł brwi zdziwiony.
-Zayn nie bawi się w związki, Mała. Coś ci się musiało pomylić.
-Może kiedyś się nie bawił, teraz jesteśmy razem. Malik ma kłopoty, a Lou powiedział, że ty możesz pomóc.
-Jakie znowu kłopoty? – Westchnął prawdopodobnie z bezsilności. –Czy ten dzieciak nie może zacząć żyć normalnie?
-Zaraz cie uderzę, Michael. – Wycedziłam przez zaciśnięte zęby, a on kolejny raz zdziwiony wyszczerzył oczy. 
Chyba powinnam pójść do specjalisty, bo sama zaczynam się martwić swoim stanem psychicznych. Ostatnimi czasy chcę wszystkich bić.  
-Nawet nie wiesz, co się stało, a go osądzasz jak wszyscy. Boże, nie mogę uwierzyć, że zgodziłam się na spotkanie z tobą. Sama pomogę Zaynowi, bo on też zrobiłby to dla mnie. Gdyby nie ten „dzieciak”... – Zrobiłam w powietrzu cudzysłów, ponieważ naprawdę traciłam cierpliwość do… W sumie do wszystkich, ponieważ widzieli tylko otoczkę, jaką mój chłopak się otaczał, a nie jego wnętrze oraz dobre serce. – Jak to sam określiłeś chciał tylko pomóc! Skończyłam, możesz wracać do swojego idealnego życia w cholernym Seattle, a ja wrócę do domu i spróbuję mu pomóc, bo jest niewinny! – Skończyłam krzyczeć, po czym uderzyłam dłonią w blat zostawiając całe sto funtów i wyszłam w biegu ubierając płaszcz. Niech ich wszystkich szlag!
Wyciągnę ich z tego więzienia, a Jason będzie gnił w nim do usranej śmierci! Wiem co powinnam zrobić i oczywiście zrobię to nawet, jeśli Zayn zakazał się mieszać. Malik sam nie wie, czego chce! To ja jestem bardziej rozważna – pomijając fakt, że bardzo często chcę się z nim pieprzyć – doświadczona przez życie w sprawach opieki nad dziećmi – tak, dziećmi! Zayn, to taki rozwydrzony smarkacz, który przechodzi właśnie przez okres buntu oraz dojrzewania. Wiem, co będzie dla niego dobre, dlatego w tej sprawie nie zamierzam go słuchać i mam cholerną ochotę się wmieszać, chociażby po to, aby zobaczyć minę Westona, gdy dowie się, że ta głupia małolata wpakowała go do pierdla! To będzie widok, który będę wspominała z uśmiechem na ustach i opowiadała wnukom. Potwornie nienawidzę tego gnoja Jasona. Gardzę nim, cholernie gardzę tym facetem, a sama myśl o tym, co zrobił mojemu ukochanemu jest jak pstryczek w nos, który pobudza we mnie psychiczną Ness rządną przelewu krwi.
Całkowicie przybita włóczyłam się po okolicy, aż wreszcie poszłam po Darcey oraz Dingo i wróciłam z nimi do naszego domu. Zrobiłam córce kolację, ale dziś zamiast herbaty postawiłam na ciepłe mleko z miodem dla nas dwóch, bo jak mawia mój tata: „Ciepłe mleko z miodem to gwarancja spokoju po potwornym śnie, Nessiu”. Psu natomiast dałam karmy oraz wody.
Około godziny dziewiątej czterolatka wreszcie zasnęła na sofie, a w nogach drzemał jej pupil. Pracowałam jeszcze nad referatem, ale myślami byłam zupełnie gdzie indziej. 
Z całego chaosu, który rozgrywał się we mnie, wyrwało mnie głośne pukanie do drzwi. Niechętnie ruszyłam do brązowego prostokątu, który otworzyłam.
-Czego chcesz, posrańcu? – Warknęłam, widząc przed sobą tego dupka – Michaela.
-Wpuścisz mnie?
-To zależy. – Wzruszyłam ramionami. 
Mężczyzna już miał się odezwać, jednakże przeszkodziła mu w tym pani Charlotte w tej swojej koszuli nocnej. Po minie Malika dało się wyczuć odrazę, zresztą nie dziwię się, bo nawet ja nie noszę takich krótkich piżam – może ograniczam się do majtek i koszulki, ale ta zazwyczaj sięga mi do połowy ud.
-Nessela, kim jest twój nowy przyjaciel? – Uniosła brwi wyraźnie zszokowana. –Gdzie Zack? – Wywróciłam oczami.
-Na litość boską, to jest Zayn, a nie Zack! – Wrzasnęłam poirytowana. –Byłabym wdzięczna, gdyby skończyła mnie pani nachodzić oraz wtykać nos w sprawy, które pani nie dotyczą! 
Cholerne babsko! Zayn miał co do niej rację. To wścibska, stara suka, która ma tak nudne życie, że musi się mieszać. Chociaż musze przyznać, że po ostatnim razie, gdy Zayn otworzył jej całkowicie nagi dała nam spokój przez dwa tygodnie.
-Nie tym tonem, smarkulo! Zaczynasz się zachowywać jak ten twój chłopak.
-Gówno pani wie, a pierdoli najwięcej, dlatego z łaski swojej proszę ze mnie zejść, bo naprawdę mam ważniejsze problemy na głownie niż użeranie się ze wścibską sąsiadką, do której nikt inny się nie odzywa, bo ma jej dość! – Wykrzyczałam z siebie wszystko i czułam się lżejsza. –Jeśli nie masz zamiaru pomóc swojemu bratu, to radzę ci już teraz wyjść. – Dodałam surowym tonem, krzyżując ręce na piersi i przestępując z nogi na nogę.
-Tobie naprawdę na nim zależy, huh? – Pokiwałam pionowo głową, a on wepchnął mnie do mieszkania, po czym zdjął buty.
-Napijesz się czegoś?
-Masz whisky?
-Sprawdzę, rozgość się. – Wskazałam na salon, a sama udałam się do kuchni, aby przeszukać szafki, jednak gdy to nie przyniosło efektów poszłam do swojej sypialni i odnalazłam butelkę Jacka Danielsa, którą Adam podarował mi w ramach opicia nowego mieszkania. Zabrałam jeszcze dwie literatki i postawiłam całą zawartość na stoliku, gdzie Michael rozłożył swojego laptopa.
-Ta mała, to córka Zayna?
-Nie.
-To czyja?
-Nie twój interes. – Oznajmiłam zbulwersowana. –Masz mi pomóc, a nie wypytywać o pikantne szczegóły z mojego życia. Może jeszcze zapytasz mnie o seks z twoim bratem?
-Zayn mówił, że jesteś wariatką, ale nie wspominał o tej histerii.
-Ja ci zaraz pokarzę histerię, jak moja pięść wyląduje na twojej twarzy. – Ostrożnie zabrałam szatynkę na ręce. –Zaniosę ją tylko. – Poinformowałam tego posrańca, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy świata, a później odniosłam córeczkę do jej sypialni. Położyłam dziewczynkę do łóżeczka, po czym okryłam szczelnie kołdrą i ucałowałam w czoło.
Kiedy wróciłam do pokoju dziennego zobaczyłam, że Malik rozlał już do szklanek alkohol i od czasu do czasu upijał łyka stukając nerwowo w klawisze. Przysiadłam obok niego oraz zabrałam swój komputer.
-Kurwa. – Zabluźnił pod nosem. –Moi prawnicy nie dadzą rady.
-Zadzwonię do przyjaciela taty. – Zmarszczył brwi. –To on jest prezesem nie ja. – Mruknęłam spuszczając głowę. 
Wybrałam numer do Davea, który na całe szczęście odebrał, jednak po trzydziestu minutowych błaganiach, szantażu oraz przejawów desperacji z mojej strony nie zgodził się podjąć tej sprawy.
-Pierdolony kutas. – Rozhisteryzowana zaczęłam ciągnąć za swoje włosy.
-Dam mi numer do świetnego psychiatry. –Zasugerował, a ja z bezsilności zawinęłam dłoń w pięść i uderzyłam go w bark na miarę swoich możliwości. –Ałła. – Jęknął, pocierając swoje ramię. –Co ty trenujesz jakieś sztuki walki, czy jak? – Zapytał równie szybko, a jego głos nadal był piskliwy. –Dlaczego jak już ten gówniarz znajdzie sobie laskę, to ona musi być sadystką? – Prawdopodobnie powiedział to do siebie, ale puściłam to mimo uszu. Znowu coś napisał, ale po chwili kolejny raz przeklął. –Jesteśmy w dupie, Ness. Cholernej, czarnej dupie! Nie mamy prawnika, no chyba, że… - Spojrzał na mnie znacząco. 
Moje tętno niesamowicie przyśpieszyło. Do czego on zmierza?! Czy ten uśmiech jokera jest u niego całkowicie normalny? Powinnam się martwić, a może raczej… Bać? Może to psychopata?! Jezu Przenajświętszy…
-Chyba, że? –Nie zdążyłam ugryźć się w język, a to pytanie wyleciało ze mnie niczym kula armatnia.
-Bądź ich adwokatem. – Uniosłam ze zdziwienia oraz przerażenia brwi. Zwariował do reszty?!- Zayn mówił, że studiujesz prawo, więc bądź ich obrońcą. – Pokiwałam przecząco głowy powtarzając niczym mantrę słowa: „Nie potrafię”. –Mała, ja w ciebie wierzę, Zayn również, gdyby nie wiedział, że nie dasz rady… Nie zaproponowałby tego.
-To był jego pomysł?!- Pisnęłam wściekła. –Przecież ja go zabiję! Jak mógł?! Dlaczego, do cholery go nie powstrzymałeś, Michael?! Jestem dopiero na pierwszym roku, jak mam ich wybronić?!- W tym całym szaleństwie oraz panice, jaka mnie teraz ogarnęła jedynym bodźcem, który sprowadził mnie z powrotem na Ziemię była dłoń dwudziestosiedmiolatka na moim barku.
-Będę obok i tak, jak Zayn będę wspierał. Pomogę ci.
-Jak, do cholery zamierzasz to zrobić?! – Zaczęłam zamaszyście wierzgać rękoma na wszystkie możliwe strony świata, a wszystko przez strach, który mną zawładnął.
-Kiedyś chodziłem na prawo. – Mruknął zażenowany, na co uniosłam brwi.
-Jak długo? – Zapytałam znacznie spokojniejsza.
-Zrezygnowałem po trzech dniach. – Spuścił głowę, jednak kątem oka przyglądał się mojej reakcji.
-Jesteś popieprzony, bardziej niż Zayn! – Zawołałam. Kilka sekund później zaczęłam kiwać głową na boki tym razem powtarzając jak zdarta płyta: „To niemożliwe. Zły sen. Zaraz się obudzę”. Wstałam i zaczęłam maszerować po salonie w tę i we w tę.
Pomóż mu, idiotko! Podobno go kochasz! Krzyczała moja podświadomość. Co ma do rzeczy fakt, że go cholernie mocno kocham z tym, że mam być jego prawnikiem?! Przecież nie mam żadnego doświadczenia! Przeze mnie Zayn, Louis i Matt będą gnić w pierdlu znacznie dłużej, niż gdyby ich obrońcą był ktoś po studiach oraz zawodowym doświadczeniu! Głupia, zdziro skoro chcesz go pieprzyć to się zgódź, albo szukaj innego frajera, który zaakceptuje cie całą! On tylko prosi o twoją pomoc. Ufa ci i wierzy w ciebie! Rusz tyłek, łyżwiareczko i wyciągnij swojego faceta z paki, a później pieprzcie się jak króliczki! Ma rację. Ta głupia suka w mojej głowie, ma cholerną rację! Spróbuję mu pomóc. Będę miała pewność, że starałam się zrobić wszystko co w mojej mocy, aby moi przyjaciele i chłopak znów mogli beztrosko ryzykować swoje życie w nielegalnych wyścigach oraz walkach ulicznych.
Czułam na sobie cały czas wzrok brata Zayna, dlatego zatrzymałam się i wypiłam duszkiem całą zawartość swojej literatki, którą następnie uzupełniłam jeszcze raz oraz pozbyłam się bursztynowej cieszy.
-Mhm. – Wysapałam, a później całkowicie poważnie spojrzałam na zszokowanego Michaela i oznajmiłam bez żadnych wątpliwości w głosie: - Zróbmy to. 
___________________________________ 
Bum! 
Przepraszam, że rozdział nie pojawił się w niedzielę (jak zawsze), ale miałam zobowiązania rodzinne.
Pojawił się brat Zayna i szczerze? Niezłe z niego ciacho! Jeśli chcecie go obczaić zapraszam go zakładki Bohaterowie - jest tam również postać pani Charlotte, bo w końcu bez niej życie naszych bohaterów byłoby cholernie nudne xdd...
Następny rozdział pojawi się w niedzielę - już normalnie. 
Buźka, miśki ;**

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam! wreszcie zaczęło się coś dziać, super, dzięki za rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział! gratuluję!
    masz talent :)
    czekam na kolejny i zapraszam do siebie:)
    http://art-of-killing.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha fajnie mieć brata Greya tylko z tą różnicą że to Michael Malik :D zaje wyje bisty <333 Jesteś mega i masz w chuj talentu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj dzieje się i to porządnie ! Zayn i Lou za kratkami. Dobrze, że Ness chce im pomóc i starta się jak tylko może. Udało się jej nawet zwerbować Michael'a do Londynu czego nie udało się chłopakom :D. Ona magicznie działa na wszystkich Malików.
    Wkurzyło mnie trochę zachowanie Danielle wobec Ness.
    Mam nadzieję, że szybko wyciągną ich z paki chociaż to trochę skomplikowane.
    Czekam na następny. Rozdział jak zwykle mega świetny :)
    save-me-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny jak zawsze z resztą xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział ^^ Czekam na nexta ;* /Anonimka

    OdpowiedzUsuń
  7. Końcówka mnie powaliła xD geniusz :D hahah zła Ness <3 Olls:***

    OdpowiedzUsuń

Komentarz = Motywacja