niedziela, 20 grudnia 2015

XXIX. Reality



WAŻNA INFORMACJA POD ROZDZIAŁEM!! 

„Jesteś całym moim światem, najwspanialszą osobą. Moim oddechem, moimi myślami, moim całym sercem. Jesteś wszystkim, co dobre i najlepsze. Jestem teraz częścią Ciebie, a Ty częścią mnie.”


Zayn


Siedziałem w kuchni i cały czas nie mogłem przyswoić tej sceny z wczorajszego wieczoru. Jakim cudem Marisa i Matt rozpoczęli ten swój nieszczęsny romans? Czemu, do cholery robią świństwo Adamowi? Parker jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale Matt?! Przecież Donavan to jego kumpel, a on pakuje kutasa w pochwę jego byłej! Popieprzona sprawa i mogę sobie dać uciąć rękę, że Ness się to wcale nie spodoba… no, chyba, że ona już o tym wie od dawna.
-Okay, jestem gotowa –poinformowała mnie wchodząca do kuchni blondynka ubrana w szorty oraz luźną bluzkę na drobnych ramiączkach. –Pokaż tą niespodziankę.
-Wiesz, nad czym się głowię? –brwi mojej dziewczyny zmarszczyły się, a ja wskazałem na nią palcem przy okazji grożąc. –Czemu, do diabła nie nosisz stanika?
-Bo do tej bluzki stanik nie pasuje? –odpowiedziała pytaniem na pytanie. –Masz z tym aż tak duży problem? –zapytała krzyżując ramiona na piersiach, które jeszcze lepiej były uwydatnione.
-Nie? –przełknąłem głośno ślinę.
-Świetnie, więc rusz się, bo musisz jeszcze poinformować moją mamę, że z mistrzostw nici, bo mnie zapłodniłeś –z uśmiechem złożyła na moich wargach krótki pocałunek, wypychając dekolt pod mój nos. Cycki Ness są świetne, a z ciąży Danielle wiem, że będą jeszcze większe… Boże…
-Obiecaj, że nie będziesz się denerwowała, kiedy spotkasz Ally.
-Zaprosiłeś ją?! –uniosła się złością Donavan, na co przytaknąłem. –Co, jaką cholerę, huh?!
-Bo mi pomaga.
-W czym, w zaspokajaniu potrzeb?!
-Boże, możesz już przestać zachowywać się jak nadąsana księżniczka?! Mam dość, tych ciągłych pretensji i oskarżeń! Nie zdradziłem cię – powiedziałem najwolniej jak tylko potrafiłem. –Kiedy to pojmiesz?!
-W chwili, kiedy przestaniesz ze mnie robić idiotkę! Jakbyś się czuł, gdybym spotykała się z moim przyjacielem z liceum?!
-Masz na myśli Ferro? –zapytałem zmieszany. –Nie rusza mnie twoja przyjaźń z Federico, jeśli o to ci chodzi.
-Mam też innych przyjaciół płci męskiej –wyznała, a potem wzięła łyka mojej kawy.
-Jak to męskiej? W sensie spotykasz się z jakimiś facetami?
-Skoro ty spotykasz się z tą całą Ally, to ja równie dobrze mogę wyjść z moimi kolegami na szejka –Nessela wzruszyła obojętnie barkami, czym wprawiła mnie we wściekłość.
-Nie będziesz wychodziła z kolesiami…
-A to niby, czemu?!
-Bo ja tak mówię.
-Phi –prychnęła. –Bo ja tak mówię –zaczęła mnie przedrzeźniać, a ja zacząłem poważnie zastanawiać się nad tym, kto jest bardziej dziecinny Ness czy Darcey. –Nie pieprz, okay? Przestanę, jeśli ty też.
-Ostatni raz, potem urwę kontakt z Ally, masz moje słowo –dwudziestolatka przez dłuższą chwilę przyglądała mi się z uwagą, aż w ostateczności mnie pocałowała i pociągnęła w stronę wyjścia.
Otworzyłem za pomocą pilota mój samochód, a potem pomogłem wsiąść Ness przytrzymując jej drzwi, następnie obszedłem auto z drugiej strony i usiadłem za kierownicą. Odpaliłem silnik i ruszyłem z piskiem opon, podczas gdy blondynka bawiła się radiem. Nie chciałem już zwracać jej uwagi, ponieważ jestem w dwustu procentach pewien, że skończyłoby się to tylko niepotrzebną kłótnią. Postanowiłem za to poruszyć inny temat.
-Jak Marisie układa się z twoim bratem? –jasnobrązowe oczy zbadały mnie przez dłuższą chwilę.
-Jeśli teraz mi powiesz, że wiedziałeś o Adamie i dziewczynie Matta to chyba cię zabiję –wycedziła przez zaciśnięte zęby dwudziestolatka.
-Czekaj… Adam i Clary? –zapytałem zszokowany zatrzymując się na światłach i wreszcie mogłem na nią spojrzeć. –Nie… to Marisa pieprzy się z Mattem.
-Pojebało ich?
-Najwyraźniej –wzruszyłem barkami, znowu ruszając w kierując się w stronę działki. –Gadałem z nią wczoraj, powiedziała, że twój brat nazwał ją suką.
-Podły kretyn –podsumowała Donavan. –Jeśli zrobił to przez swoje pieprzone uprzedzenia to jest największym idiotą na świecie.
-Uprzedzenia? –zaciekawiony uniosłem brwi ku górze.
-Mhm –potwierdziła. –Kiedy laska się z nim nie zgadza to ją zostawia. Według logiki Adama ty powinieneś zerwać ze mną już dobre kilka miesięcy temu –wywróciłem oczami.
-Nie pieprz, przecież cię kocham nawet, jeśli kurewsko mnie denerwujesz –wyznałem łapiąc za udo Donavan, a w odpowiedzi dostałem tylko przeuroczy uśmiech. –Co byś powiedziała, gdybym…
-Jeśli masz zamiar znowu ścigać się z Williamsem to jestem na nie –przerwała mi, na co się zaśmiałem.
-Chodzi o to, że chciałbym założyć firmę. Chciałem wiedzieć, co o tym myślisz?
-Jaką firmę? –wzruszyłem barkami.
-Potrafię ulepszyć każdy samochód, więc pomyślałem, że może zacznę produkować własne… coś w stylu… no, nie wiem… Malik Industries.
-Sądzę, że to świetny pomysł –wyznała szczerze, a ja nie mogłem się powstrzymać i szybko ją pocałowałem. –I będę cię wspierać, zawsze.
-Jesteś niesamowita –powiedziałem zatrzymując moją drugą miłość obok parceli. –Jesteśmy na miejscu –poinformowałem, a kiedy wysiadłem pomogłem również Ness, którą złapałem za dłoń i zaprowadziłem w stronę willi.
Budynek miał już dwa piętra i wyglądał znacznie lepiej niż miesiąc temu. Ekipa Allison spisywała się świetnie.
Nagle dostrzegłem Ally, a raczej to ona zauważyła mnie i szybko do nas dołączyła. Szeroki uśmiech na jej twarzy zastąpił grymas niezadowolenia, na co Ness mocniej ścisnęła za moją dłoń.
-Co ona tutaj robi? –warknęła w moim kierunku Mongomery.
-To moja dziewczyna, Ally –przypomniałem. -Ile jeszcze potrwa budowa? –zapytałem, chcąc jak najszybciej zmienić temat.
Znalazłem się w samym epicentrum wulkanu, który zaraz mógł eksplodować oraz tsunami, które mogło mnie nawiedzić. Jezu… była dziewczyna to koszmar, ale była i obecna dziewczyna razem to najgorsza rzecz na świecie.    
-To zależy… -wzruszyła barkami różowowłosa.
-Od czego?
-Od tego czy ją zerżniesz czy nie –podsumowała Ness.
-Możesz przestać? –warknąłem poirytowany tym dziecinnym zachowaniem. No ileż, do cholery można powtarzać jedno i to samo zdanie?! –Mówiłem…
-Przecież ona ewidentnie cię podrywa! –zawołała Blondyneczka wskazując dłonią na dumną z siebie Ally. –Czemu, do cholery jesteś taki ślepy?!
-No, lepiej trafić nie mogłeś, Zayn –zakpiła moja ex. –Histeryczka i paranoiczka, ładnie…
-Zamknij się, Ally –wycedziłem przez zaciśnięte zęby. Dopiero teraz zauważyłem, że ona robi to specjalnie, żeby skłócić mnie z Ness. – A ty –zwróciłem się już łagodniejszym tonem do dwudziestolatki. –Uspokój się, bo nie powinnaś się denerwować. Dasz mi chwilę i poczekasz w samochodzie? –blondynka zacisnęła szczękę, ale bez słowa wykonała moją prośbę. Poczekałem aż Donavan wsiądzie do auta i dopiero teraz odwróciłem się do mojej znajomej. –Mam dość gierek, Ally.
-Więc z nią zerwij –z głupkowatym uśmiechem pokiwałem głową na boki.
-Kocham Ness i to się nie zmieni, dlatego przestań ją wkurzać, bo gwarantuję, że to się źle skończy.
-Chcę się przekonać –niższa ode mnie kobieta wzruszyła barkami z chytrym uśmieszkiem.
-Serio?
-Mhm – przytaknęła pewna swojego.
-Zwalniam cię –dwudziestodwulatka wyszczerzyła na mnie swoje oczy, a jej luzacka postawa szybko zmieniła się w istne wkurwienie. –Do południa wpłacę ci pieniądze na konto, a potem nie chcę cię więcej oglądać.
-Nie możesz… -szepnęła nadal będąc w szoku.
-Jestem Zayn Malik, ja mogę wszystko –rzuciłem na odchodne, a potem wsiadłem do samochodu i oparłem głowę o zagłówek, wypuszczając ze świstem powietrze. Czułem na sobie ciekawski wzrok Ness, która nerwowo stukała palcami o drążek zmiany biegów. –Znasz jakiegoś dobrego architekta oprócz twojego ojca?
-Czy ty… -przytaknąłem. –Dla mnie? –kolejny raz potwierdziłem jej słowa kiwiąc głową w górę i w dół, kiedy nagle poczułem jak moja Blondyneczka rzuca się na mnie i mocno przytula oraz całuje. –Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, Malik –pisnęła uradowana.
-Nie wątpię –dodałem rozbawiony. –Mam rozumieć, że teraz nie będziesz już zazdrosna, bo po tym jak wpłacę na jej konto kasę, całkowicie urwę kontakt z Allison.
-Kocham cię, wiesz? –mruknęła próbując zejść z moich kolan, ale nie pozwoliłem. –Co robisz? -zapytała roześmiana.
-Jadę do banku, a potem po Darcey, więc siedź spokojnie –poprosiłem, a potem trzymając na kolanach Ness uruchomiłem silnik i obrałem kierunek na bank. Młoda kobieta przytulała się do mojej lewej piersi, a swoją dłonią wodziła po moim brzuchu. –Zaraz zamiast po Darcey pojadę do domu, jeśli nie przestaniesz… och, i jeśli zabiorą mi prawo jazdy, bo spowoduję wypadek powiem, że chciałaś mnie przelecieć.
-Nie bądź śmieszny, powiem, że jestem w ciąży –wzruszyła barkami. –Cała wina spadnie na ciebie, bo każdy wie, że kobiety w ciąży są bardziej napalone –z niedowierzaniem pokiwałem głową na boki.
Naprawdę nie potrafię uwierzyć, że wreszcie po sześciu latach mam ją całą dla siebie. Nie muszę się z nikim dzielić Ness. Nie wściekam się, bo mój przyjaciel ją wyrwał i krzywdził przez półtorej roku. Wreszcie jestem szczęśliwy, bo mam przy sobie dziewczynę, którą kocham do szaleństwa i, dla której jestem w stanie zrobić cholernie bezmyślną rzecz, jeśli tylko mnie o to poprosi. Cieszę się, że moje życie wreszcie zaczęło się układać i że mam obok siebie Nesselę, która zawsze mnie wspiera i która się o mnie troszczy. Nie wiem, czym zasłużyłem na takie szczęście, ale nie narzekam. Jestem po prostu najszczęśliwszym facetem na świecie, bo jestem z kimś, kto jest dla mnie całym światem, a już wkrótce urodzą nam się dzieci. To nieco przerażające, ale jestem pewien, że podołam temu wyzwaniu, tak jak zawsze to robię.
-Daj mi minutę –poprosiłem, po czym wysiadłem wcześniej cmokając dwudziestolatkę w usta.
Wszedłem do budynku banku, gdzie miałem swoje dwa konta – jedno, na którym były pieniądze zarobione przeze mnie, a na drugim kieszonkowe, które przysyłali mi rodzice, kiedy jeszcze chodziłem do szkoły i, z którego nie korzystałem.
-Dzień dobry, panie Malik – przywitała mnie niska brunetka, która zwykła mnie zawsze obsługiwać, gdy tutaj przychodziłem.
Alice mogła mieć z trzydzieści lat i pracowała tutaj praktycznie od zawsze – od chwili mojej przeprowadzki nie było razu, żebym przyszedł, a jej tutaj nie było. Kobieta miała dwójkę dzieci – nastoletnią córkę i syna, którzy często tutaj przychodzili, kiedy zabrakło im kasy, często się też kłócili, ale to jest przecież zrozumiałe w rodzeństwie – oraz męża, który ją zostawił dla młodszej kobiety.
-Witaj, Alice –uśmiechnąłem się i ustawiłem się przy kontuarze, który oddzielał nas szybą. –Chciałbym dokonać przelewu na konto Allison Mongomery.
-Ile pieniędzy chce pan przelać?
-Powiedz mi jeszcze, jaki jest stan mojego konta?
-Którego? –zapytała wstukując do komputera moje dane. –Potrzebuję dowód –bez słowa podałem jej plastik, z którego standardowo musiała spisać moje personalia.
-Z mojego, z tego, co zawsze –wzruszyłem barkami.
-Pół miliona –przytaknąłem, a ona oddała mi dokument. –To ile przelać?
-Sto pięćdziesiąt tysięcy.
-Dobrze.
Nie minęło nawet pięć minut, a wróciłem do mojej zazdrośnicy z potwierdzeniem dokonania przelewu w kieszeni. Ness siedziała już na swoim miejscu i bawiła się swoją komórką.
-Z kim piszesz? –zagaiłem siadają na swoim miejscu.
-Dani zaprasza nas dziś na kolację o ósmej –poinformowała, a potem położyła telefon obok swojej nogi.
-Okay –mruknąłem, a potem przekręciłem klucz w stacyjce i bez słowa obrałem kurs na dom państwa Donavan.
Jeszcze nigdy w swoim życiu nie jechałem tak wolno i nie tylko ja to zauważyłem, ale prawda jest taka, że jeszcze nigdy nie miałem do przekazania Valerie, że będę miał dzieci z jej córką – bądźmy szczerzy, ale matka Ness to niezła wariatka, a przez to… cóż może mnie przestać lubić, czego nie chcę. Val nie przepadała za Tomlinsonem, a teraz może przerzucić się na mnie z racji tego, że ma świra na punkcie łyżwiarstwa.
Po upływie godziny zatrzymałem się pod posesją rodziców Ness. Moja dziewczyna była już przy drzwiach, ale ja ani drgnąłem, nawet jak już weszła do środka. Nie wiem, ile czekałem jak skończony idiota w samochodzie, ale może było to piętnaście minut, albo dwadzieścia? W końcu przestało mnie bawić to, że Nessela nie może po prostu zabrać Darcey i wrócić do samochodu, dlatego odważyłem się.
Zaraz po przekroczeniu progu dało się słyszeć krzyk Blondyneczki, to też postanowiłem wkroczyć do akcji. Ness stała nad swoim bratem i Clary, którzy oglądali telewizję i wydzierała się po nich.
-Jesteś skończonym kretynem, Adam! Po raz setny pytam, dlaczego zrobiłeś takie świństwo mojej przyjaciółce?! Co, do cholery sobie…!
-Ness –przeciągnąłem jej imię, po czym mocno przytuliłem jej plecy do swojej klatki piersiowej. –Uspokój się, okay?
-Jak? –wycedziła przez zaciśnięte zęby. –Powiedz mi, jak mam być spokojna, kiedy ten palant…
-Ogarnij się, wariatko, bo przebywanie z tą suką nie wyszło ci na zdrowie –mruknął od niechcenia Donavan, ale na całe szczęście trzymałem Ness, która była gotowa się na niego rzucić.
-Nie nazywaj jej tak, a jak jeszcze raz zabierzesz od niej Darcey bez mojej wyraźnej zgody to…
-Mogę robić, co zechcę, bo Darcey to moja chrześnica!
-Ale to ja jestem jej matką, dlatego z łaski swojej nie wpierdalaj się, gdzie cię nie trzeba! –wykrzyczała moja Blondyneczka, a potem złapała się za brzuch. –Ałć! –syknęła, a ja momentalnie ją poniosłem i usadziłem w fotelu.
-Przyniosę ci wody –powiedziałem, całując opiekuńczo dwudziestolatkę w czoło. –A ty nie prowokuj jej, okay? –rzuciłem w stronę Adasia, który jedynie wywrócił oczami. –Mówię serio, Adam, jeśli będę jeszcze dzisiaj musiał jechać do szpitala, zabiję cię –podsumowałem, a potem udałem się do kuchni, gdzie nalałem Nesselii do kubka niegazowanej wody z butelki, z którą wróciłem do salonu i wręczyłem mojej dziewczynie. –Lepiej? –w odpowiedzi dostałem przytaknięcie.
-Zrobisz coś dla mnie, Zayn?
-Zawsze.
-Przywal mojemu bratu –zmarszczyłem brwi dokładnie tak jak Adam i Clary. –Zrób to…
-To mój przyjaciel –przypomniałem.
-Skrzywdził Marisę.
-Nie bronię go –wskazałem na Donavana. –Ale Parker też nie jest święta, okay?
-Bronisz go –dodała z przekąsem blondynka. –A Marisa po prostu inaczej przeżywa rozstania. Miała siedzieć i popadać w depresję, bo mój tępy brat złamał jej serce? Proszę cię…
-Nie chcę się kłócić, Ness, dlatego może nie wtrącajmy się w sprawy, które nas nie dotyczą, okay?
-W sumie to nasza sprawa, bo Marisa będzie chrzestną –uniosłem brwi.
-Nie zgadzam się, ta wariatka nie będzie matką chrzestną moich dzieci. Widziałaś jak ona jeździ autem?
-Och, co z tego, Zayn, jest świetną osobą.
-Moment, chwila… -do naszej rozmowy wtrącił się dwudziestokilkuletni szatyn. –Jakich dzieci, o czym, do cholery rozmawiacie?!
-Ta sprawa cię nie dotyczy –ucięła temat obrażona blondynka, dlatego teraz to ja wywróciłem oczami.
-Ness jest w ciąży.
-Żartujesz sobie, Malik?!
-A wyglądam? –zapytałem obojętnie, a potem usiadłem na kolanach Ness, która od razu zaczęła kreślić palcem po moim tatuażu.
Adam przez chwilę przyglądał mi się tępym wzrokiem, aż wreszcie do domu ktoś wszedł. Jak się okazało później był to George.
Odkąd zacząłem przyjaźnić się z Adamem i od chwili, kiedy zaprosił mnie do siebie, żeby pograć w gry wideo, polubiłem George’ a. Był… jest spoko gościem, który cholernie mocno potrafi wspierać swoje dzieci… no, w każdym bądź razie Ness. Dawał mi rady, kiedy byłem wkurwiony na Louisa za to, jak traktuje Ness, kiedy byłem zazdrosny, że on wyrwał ją pierwszy, bo ukradł mi coś, na czym zaczęło mi zależeć pierwszy raz od tej cholernej zabawki, którą zepsuł mi Michael – kochałem to pieprzone autko na pilota, a ten kretyn tak po prostu je zniszczył. Ojciec Nesselii i Adama jest porządnym człowiekiem i jako jedną z nielicznych osób szanuję i liczę się z jego zdaniem.
-Coś wam się stało? –zapytał architekt, po czym odwiesił swoją marynarkę na oparcie drugiego fotela. –Cześć, Nessiu –ucałował czubek głowy swojej księżniczki. –Zayn –ze mną natomiast przybił sztamę. –Adam, co znowu zrobiłeś?- rzucił z wyrzutem do swojego syna, który wielce się oburzył.
-Czy ty sobie ze mnie kpisz, tato?! Nie zawsze podły humor Ness jest moją winą.
-Ale tym razem tak –burknęła Blondyneczka, nawet na niego nie patrząc.
-No więc, czekam na twoje tłumaczenia –powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu George.
-Ness wpieprza się w moje sprawy z Marisą; w sprawy, które jej nie dotyczą – wyjaśnił spokojnie.
-Dotyczą, jeśli zabierasz od niej Darcey bez mojej wiedzy i bez mojej zgody, podły egoisto!
-Uspokój się –poprosiłem patrząc prosto w jej sarnie oczy.
-Po prostu zaoszczędziłem twojej córce patrzenia na porno, bo ta zdzira cały czas pieprzy Matta!
-Och, jakbyś ty był lepszy! Pewnie cały czas pieprzysz Clary!
Jezu… - przeczesałem swoje włosy, a wzrok pana Donavana przeniósł się na mnie. Podczas, kiedy jego dzieci darły koty o… w sumie o błahostkę, bo zarówno Adam jak i Marisa są teraz szczęśliwi z kimś innym i nie powinni o tym myśleć. Parker i mój kuzyn prowadzą beztroskie życie, a Adaś ma to samo z Clary… więc, po jaką cholerę drążą temat?
-Będziemy mieli dzieci –wtrąciłem, żeby przerwać tą bezsensowną wymianę zdań. Wszyscy ucichli, a George wyszczerzył na mnie oczy.
-Co proszę?
-Zostanie pan dziadkiem, bo Ness jest w ciąży i nie powinna się wkurzać –podkreśliłem patrząc na moją rozhisteryzowaną kobietę. –Dasz sobie w końcu na luz, Ness? –dwudziestolatka głośno westchnęła, ale ostatecznie przystała na moją prośbę.
-Nessiu, możesz mi wyjaśnić jak do tego doszło?
-Ty naprawdę o to zapytałeś, tato? –wypowiedzieli z Adamem w tym samym momencie.
-Bądź, co bądź, ale myślałem, że wiesz jak powstają małe dzieci –dorzucił szatyn, na co ojciec zmroził go spojrzeniem.
-Bliźniaki –poinformowałem, całując skroń mojej dziewczyny.
-To naprawę… niesamowite, ale rozumiesz, że w tym małym mieszkaniu nie zmieścicie się wszyscy, tak?
-Tato –jęknęła zmęczona blondynka. –Zayn ma już wszystko zaplanowane.
-Co konkretnie? –przewróciłem oczami.
-Za kilka miesięcy będziemy się przeprowadzać, ponieważ Zayn buduje dla nas dom, poza tym będzie otwierał firmę, dlatego nie masz się, o co martwić –stwierdziła, po czym wstała i ucałowała swojego rodzica w policzek. –Przecież wiesz, że to dobry facet –powiedziała tym swoim słodziutkim głosikiem, posyłając mi uśmieszek. –Kocha mnie i to jest najważniejsze.
-Ale bardziej interesuje mnie kwestia tego, jak zdołasz pogodzić studia, a Zayn pracę?
-Dam radę zająć się wszystkim, panie Donavan –stwierdziłem z powagą. –Zanim jeszcze Ness urodzi załatwię najlepszą pomoc domową, a jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi… poproszę moją mamę.
Annie zaoferowała się na weselu Natalie we wszystkim mi pomóc. Mama kazała mi zadzwonić zaraz, kiedy Nessela będzie rodzić, bo chciała od razu zobaczyć swoje wnuki – nie wnikam w to, ale okay. Cieszę się, że nadal mnie wspiera jak dawniej. Jestem szczęśliwy, że mimo wszystko nadal jestem dla niej najważniejszym dzieckiem, a nie Natalie, Mike czy nawet Mia. To ja jestem ulubieńcem Annie i zawsze tak było.
-Zresztą jestem pewna, że ty też nam pomożesz, tatusiu.
Jaka ona potrafi być słodka i się przymilać jak czegoś chce. Heh… to niezła manipulantka, ale chyba właśnie za to kocham Ness – nikogo nie udaje i zawsze jest sobą.
-Nessiu, oczywiście, że wam pomogę –oznajmił George jakby to było czymś oczywistym, ale w sumie to takie właśnie to było. On zawsze pomagał i będzie pomagał.
-Pomożesz im w czym? 
Zajebiście! Po prostu zajebiście! Byłbym niezmiernie szczęśliwy, gdyby Valerie pojawiła się jakieś piętnaście do dwudziestu minut po tym, jak opuścilibyśmy jej dom. Ale oczywiście, że nie! Przecież ja zawsze muszę stawiać czoło największemu zagrożeniu od razu – bez jakiegokolwiek planu. Jasna cholera…
-Właśnie się dowiedziałem, że zostanę dziadkiem –poinformował ją Donavan, a błękitne oczy zaczęły wiercić dziurę w… głowie Ness. Dobrze, że nie w mojej. Huh, ulżyło mi.
-Całkowicie postradałaś zmysły?! –zawołała znacznie starsza blondynka. –Co będzie z mistrzostwami?
-To Zayn jest za to odpowiedzialny –wszystkie pary oczu przeniosły się na mnie, dlatego jedynie wzruszyłem barkami i spojrzałem na Valerie zupełnie w ten sam sposób jak zawsze patrzyłem na moją mamę, kiedy coś zmalowałem.
-Nieważne –podsumowała pani Donavan.
-Adaś, patrz, co mam! –krzyczała zbiegająca po schodach Darcey, która przyległa do moich nóg, dlatego też ją podniosłem i ucałowałem w policzek. –Narysowałam dla ciebie, Zayn –oznajmiła wręczając mi obrazek z psem. –To ty i nasz Dingo –momentalnie do salonu wbiegł ten grubas.
-Jest piękny –powiedziałem, mierzwiąc jej włosy.
-Mogę pójść dziś do Jake’ a?
-Idziemy na kolację do Danielle.
-A jutro? –zapytała z nadzieją, na co przytaknąłem z lekkim uśmiechem. –Gdzie byliście?
-Pokazywałem twojej mamie dom.
-Dlaczego?
-Bo Dingo jest już za duży na wasze mieszkanie, poza tym chciałbym, żebyś miała więcej miejsca, kiedy urodzi się twoje rodzeństwo.
-A Dingo będzie mógł spać ze mną?
-Jeśli chcesz… to tak –zaśmiałem się pod nosem.
Dingo i tak śpi u Darcey, a zwłaszcza z nią w jednym łóżku – cud, że jeszcze się nie zarwało. Chyba nieco przekarmiłem go ze Skrzatem, no, ale teraz już na to nic nie poradzę.
-Mam do pana pytanie –zagaiłem do George’ a, który zmarszczył brwi. –Potrzebuję osoby, która dokończy budowę, zna pan kogoś?
-Myślałem, że wszystko masz już zaplanowane? –spojrzał pytająco na swoją córkę, która jedynie wywróciła oczami.
-Bo mam, ale dziś zwolniłem kierownika budowy.
-Czemu? –wtrącił Adam, a ja potrząsnąłem głową na boki z niedowierzania.
-Bo Ness była zazdrosna.
-Dziwisz mi się? Zatrudniasz swoją byłą, pierwszą miłość i jesteś zdziwiony moją zazdrością? –zapytała z przekąsem moja Blondyneczka.
-Primo, ona nigdy nie była moją pierwszą miłością –westchnąłem zmęczony. –Zresztą, nie ma tematu, zwolniłem Ally.
-Dam ci numer do mojego przyjaciela –poinformował Donavan, po czym wyjął z marynarki wizytówkę, którą mi wręczył. –To Sam, Nessiu.
-Daruj sobie tato, nawet, jeśli dałbyś mu numer do Rebekah miałabym to gdzieś –warknęła.
-Z pewnością –dorzucił Adam, ale oberwał za to poduszką prosto w głowę. –Przyzwyczajaj się, Malik to dopiero początek takich cyrków –wyjaśnił marszcząc nos.
-Zamknij się, Adam! –zawołała jeszcze głośniej i z większą furią w oczach Blondyneczka.
-Heej, spokojnie –powiedziałem kładąc Darcey na podłogę i podchodząc bliżej Ness, której twarz złapałem w obie dłonie. –On tylko lubi cię prowokować, przecież zawsze tak było. Pamiętasz jak cię wkręcał na imprezie u Matta i wyszłaś na świruskę? –przytaknęła.
-Piłeś wtedy ze mną na tarasie i mówiłeś, że Adam jest zwykłym idiotą –uśmiechnąłem się lekko, a potem musnąłem jej wargi.
-Teraz się z tobą nie napiję, ale powiem, żebyś olała tego kretyna.
-EJ! –oburzył się szatyn.
-Bez urazy, Adam.
Nagle po pomieszczeniu rozniosła się melodia The Frey, co oznaczało, że ktoś uporczywie próbuje dodzwonić się do mojej dziewczyny.
-To Liam –stwierdziła, po czym podała mi komórkę.
-Co jest, Payno? –zapytałem od razu po odebraniu i przyłożeniu telefonu do ucha.
-Za ile będziecie?
-Jest dopiero siódma –poinformowałem przyjaciela, zerkając na zegar ścienny. –Mieliśmy być o ósmej.
-Ja to wiem, ty to wiesz i pewnie twoja laska też o tym wie, ale Dani już świruje, dlatego pakuj dupę do auta i przyjeżdżaj, dobra?
-Mhm, zaraz będę –mruknąłem od niechcenia, a potem oddałem Ness jej własność. –Jedziemy do Liama, bo Danielle zaraz go wykastruje.
-Wiele nie straci, już ma pierworodnego –parsknąłem śmiechem na słowa mojej dziewczyny, którą złapałem za rękę. –Darcey ubieraj buty –czterolatka według zaleceń swojej mamy poszła się ubrać, podczas gdy ona jeszcze patrząc na Adama powiedziała: -Informuj mnie, że ją zabierasz, Adam –po tych słowach pociągnęła mnie w stronę wyjścia.
Musiałem przerobić swój wóz – między innymi poskładać go od nowa, żeby pomieścił jeszcze Darcey i tą kluchę z tyłu. Spędziłem na tym miesiąc, ale okazało się to być sukcesem i właśnie wtedy zacząłem się zastanawiać, co by było, gdybym założył własną firmę.
Pod domem Liama byliśmy po trzydziestu minutach, a na ich podjeździe czekało już auto Matta. Cóż… może być ciekawie z racji tego, że razem z nim pewnie przyjechała Marisa. Weszliśmy do środka bez pukania, a Darcey od razu zaczęła wołać Luke’ a, który również zaczął piszczeć – robił to pewnie, dlatego że Skrzat ciągle się z nim bawił.
-Nareszcie, stary… -odetchnął z ulgą Matt, który przybił ze mną sztamę, a Ness cmoknął w policzek. –Dani świruje, a Marisa nie potrafi jej ogarnąć.
-Jeśli ją skrzywdzisz to cię wykastruję, Matt –rzuciła niby obojętnie Donavan, a potem zdjąwszy buty weszła w głąb domu Payne’ a.
-Co jej odbiło?
-Ciąża –wzruszyłem ramionami. –Tego nie ogarniesz, Rocky… 
_______________________________
Nie wiem, co mam dzisiaj napisać...
Chciałam wam podziękować za wszystko... za wasz wkład w tego bloga. Może uważacie, że nic konkretnego nie zrobiliście, ale prawda jest inna - wasze komentarze, wejścia, obserwowanie to naprawdę wiele i cieszę się, że mam tak wspaniałych czytelników jak wy - bardzo wam dziękuję ;**
 Z racji tego, że wigilia przypada w  czwartek, a moje święta zapowiadają się na udane przygotowałam dla was niespodziankę, która pojawi się około godziny 20.00 
To chyba wszystko na dziś. Jeszcze raz wam dziękuję
Miłej niedzieli ;**  

4 komentarze:

  1. Kooocham ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha ha te kłótnie i najlepszy przerywnik ever ♥♥♥ rozdział jak zwykle świetny ♥♥♥ Olls :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział, wesołych świąt kochana :*! / M.

    OdpowiedzUsuń

Komentarz = Motywacja